Obudziłam się wcześnie rano. Podciągnęłam się do góry i rozejrzałam po pokoju. Tak, to z pewnością NIE BYŁ mój pokój. Obok mnie leżał Harry.
Przytuliłam się do niego. Poczułam jego zimne dłonie na mojej talii.
- Hej księżniczko. Jak spałaś?- powiedział jeszcze zaspanym głosem.
- Wspaniale, wiesz..ale jak ja się znalazłam u was w domu?
- Chciałem się tobą nacieszyć dłużej..więc mam propozycję.
- Tak? A jaką?- uśmiechnęłam się.
Spojrzał mi prosto w oczy i uśmiechnął się rozkosznie.
- Przeprowadź się do nas.
- Przykro mi, ale mam młodszą siostrę samą w domu i nie mogę jej zostawić.
- Załatwiłem o wcześniej. Rodzice zabrali ją dziś rano, a dom został sprzedany.
Wytrzeszczyłam oczy - No to nawet nie mam wyboru.
Przyciągnął mnie do siebie.
- No , widzisz jaki ja sprytny jestem?
- Jak liść - pokazałam mu język.
Pokiwał dumnie głową, ale dotarły do niego moje słowa.
- Ej!
Zaśmiałam się, a on zaczął mnie łaskotać.
Wyskoczyłam z łóżka i zaczęłam biegać po pokoju, bo mnie gonił.
- Mógłbyś przestać? Jest dopiero 7.00 ! Ludzie jeszcze śpią.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu. On był i tak uroczy. Rozczochrane włosy..zielone oczka..
- Jesteśmy parą jeden dzień , w końcu to się stało - mówił, gdy mnie gonił. Przystanęłam na chwilkę.
- No wiem.
Wykorzystał moment mojej nieuwagi i przyparł mnie do ściany.
- Serio?- zaśmiałam się - Znowu ta sama zagrywka?
- A co..nie podoba ci się to?- zamruczał.
- Nic takiego nie mówiłam - uśmiechnęłam się zachęcająco. Odpowiedział tym samym i zaczął mnie namiętnie całować. Owinęłam nogi wokół jego bioder.
Do pokoju wszedł Liam.
- Hej, macie może jakąś czeko..- urwał bo nas zobaczył.
- Aha..- wycofał się bez słowa i wyszedł.
Rozległ się dźwięk zamykanych drzwi.
- Ktoś tutaj wchodził?- zapytałam
- Chyba nie.
Wzruszyliśmy ramionami i powróciliśmy do poprzedniej czynności.
*
- Hej chłopcy- przywitałam się gdy zeszłam z nimi na dół.
- Hej współlokatorko - wyszczerzyli się.
- Już wiecie?
- No ba
Zaśmiałam się. Na dół zszedł Harry. Nago..
Zasłoniłam oczy.
- Harry, byś się ubrał.
Podszedł do mnie i mnie objął.
- O, przecież tyle razy go widziałaś. Nie ma co się stresować- zażartował.
- A ile konkretnie?- zapytał Zayn.
- Nie twoja sprawa ;p
- Shay z Louisem w szpitalu?
W tym momencie otworzyły się drzwi.
- Już nieee- krzyknął Lou, a wszyscy się zaśmiali.
- Widzimy się później?- zapytała Shay.
- Nie, ja chcę teraz..- zrobił smutne oczka.
Uśmiechnęła się zadziornie - Zostanę.
Objęła rękami jego szyję i zaczęli się namiętnie całować.
- Obrzydzacie mi pączka- marudził Niall.
- Tak, wypadałoby zachować zdrowy rozsądek przy domownikach - wspomniał Liam i spojrzał na mnie i Hazzę - Harry, załóż chociaż spodnie.
Shay dopiero teraz go zobaczyła i w mgnieniu oka zakryła oczy.
- No przecież idę.
Poszedł się ubrać.
Po paru minutach zszedł w białych rurkach i marynarce.
Pocałował mnie w czoło i uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Dobra! Ja go nigdy nie zjem!- powiedział oburzony Niall i z bólem serca wyrzucił pączka.
- Stary co ty robisz?!!!- nadarł się Zayn.
Lou złapał go za ramię.
- On musiał. To jego obowiązek.
Shay wyjrzała za okno - Chłopcy, czy to nie ci z The Wanted??
Podbiegli do okna jak porażeni.
- Co oni robią na naszym podwórku?!- syknął Harry.
- Nie wiem, ale ta sielanka się kończy- oznajmił stanowczo Liam.
Zadzwonił dzwonek. Niall odwrócił głowę od okna.
- To ONI.
- Może ja otworzę- zaproponowałam - Teraz to też mój dom..chyba , a wy jesteście zbyt spękani - zażartowałam.
- Bardzo śmieszne Jules - stwierdzili zirytowani.
- Hej- przywitałam się .
- Hej - odpowiedzieli wesoło.
Poczułam wyraźnie zainteresowany wzrok Nathana na mnie. Byłam ubrana w to:
- A wy co tak mordę cieszycie?- zakpił Louis.
Spoważniały im miny.
- Chcemy z wami coś omówić.- wyjaśnił Nath.
Louis przystawił wargi do mojego ucha i ścisnął mnie mocno - Dopilnuj, by się poślizgnęli i sobie coś stłukli.
- Louis!- zaśmiałam się.
- Dobra, tylko szybko - postawił warunek Harry.
- Spoko, z jakieś 10 minut może mniej - odezwał się Seeva.
- To chodźcie do salonu- wycedził niechętnie Zayn.
- Ja lecę..umówiłam się z Danielle.Potem do domu - powiedziała Shay - Narazie ;p
Pożegnaliśmy ją.
- Dobsz..to ja idę na górę. Nie przeszkadzam wam.
Poszłam do pokoju Hazzy.
< Z perspektywy chłopaków>
*
- Gdzie łazienkę macie?- zapytał Nathan.
- Na górze i po prawej.
- Ok.
< Moja perspektywa>
Zobaczyłam Nathana wchodzącego do pokoju.
- Hej - uśmiechnął się nieśmiało.
- Ee..hej? Czegoś potrzebujesz?
- Dziewczyny?- roześmiał się.
Zaczęłam też się śmiać . - Tego raczej ci nie załatwię.
- Wiem, jesteś zajęta przez Louisa.
- Co?
Spojrzał na mnie pytająco.
- Ja z Lou nie chodzę ;p
- O to ..to dobrze.
- No.
Przysunął się do mnie i zaczął bawić moimi włosami.
- E..Nathan co ty wyprawiasz?
Wydawało mi się, że pożerał mnie wzrokiem. Złapał w pasie i zaczął namiętnie całować. Odpychałam go od siebie, ale był za silny i trzymał się moich bioder. W tym momencie wszedł Harry. Zobaczył, że nie mogę sobie z nim poradzić, więc oderwał go ode mnie.
Zaczerpnęłam oddechu, a Hazza wygonił Nathana. Razem z chłopakami z TW wyszli i odjechali.
- Jest w porządku?
- Tak..co za idiota.
Harry objął mnie . Siedziałam wtulona w niego. Zerknęłam delikatnie do góry. Widziałam jaki był na mnie skupiony, jaki cierpliwy, troskliwy..Poczułam, że jestem dla kogoś ważna. Ni stąd ni zowąd zaczęłam go całować. Każdy pocałunek był coraz bardziej namiętny. Chciałam skończyć, ale sądząc po tym z jaką pasją w tej chwili całował, rozczarowałabym go. Zaczęłam więc zdejmować mu marynarkę, potem koszulkę. Zdziwił się i na chwilkę oderwał od moich ust.
- Jesteś pewna?- wysapał.
- Mhm.
Przyciągnęłam go z powrotem do mnie i oddaliśmy się chwili.
< Perspektywa Shay>
Wróciłam do domu po spotkaniu z Dan. Zobaczyłam Louisa leżącego na moim łóżku , na podłodze płatki róż, stół z kolacją, świece..
- Lou...jak się tu dostałeś?
- Nie zamknęłaś drzwi.
- Cholera..
- Spokojnie - uśmiechnął się.
Spojrzałam jeszcze raz na wystrój sypialni i uśmiechnęłam się. - A co to ma znaczyć?
- Mieliśmy nadrobić, co nie?
- Tak- uśmiechnęłam się i podchodziłam do niego niepewnymi kroczkami.
Wstał wkurzony.
- Nie każ mi czekać, na to czego oboje chcemy.
Zaparło mi dech w piersiach. Przyciągnął mi do siebie i złączyliśmy się w gorącym pocałunku. Przenieśliśmy się na łóżko . Dotyk Louisa przeszywał każdy centymetr mojego ciała.
- To jak? Gotowa ? - uśmiechnął się.
- Jak nigdy w życiu - znowu zaczęłam go całować.
---------------------


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz