poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 10

- Zayn, ostrożnie - powiedziałam kiedy jechał szybko, by natychmiast znaleźć się w szpitalu.
Zerknął na mnie na moment i zobaczyłam delikatny uśmiech na jego twarzy.
- Spokojnie- szepnął.
Harry wychylił się do przodu pomiędzy nas.
- Romanse wam teraz w głowach?- w jego słowach słychać było wyraźną niechęć.
- Chcesz się teraz kłócić ze mną, za to, że przyjaźnię się z Jules? - zapytał zirytowany Zayn.
Zaczęli się ze sobą wykłócać.
- Zamknąć się!!- krzyknęła na całe gardło Shay i zalała się płaczem. - Wasz przyjaciel jest w szpitalu, a wy się kłócicie o dziewczynę?!
Liam objął ją ramieniem.
- Spokojnie, już..
- Jak ja mogę być spokojna? - awanturowała się dalej, ale Liam jakoś ją uspokoił.
- Tak, ja też jestem zdenerwowany. Od paru minut nic nie zjadłem!- skomentował poruszony Niall.
- A temu tylko żarcie w głowie..- mruknęłam pod nosem.
I stało się. Utknęliśmy w korku. Zayn przyłożył pięścią w klakson i otworzył szybę.
- No co jest kur*a?!!
- Spokojnie, Zayn..już dobrze..
Odwrócił się do mnie.
- Nie jest dobrze. Tam jest w końcu nasz przyjaciel, muszę go natychmiast zobaczyć.
Pozostali przytaknęli.
Jakoś dalej pojechaliśmy i w końcu dotarliśmy do szpitala.
Wbiegliśmy tam jak dzicz.
- W której sali leży Louis Tomlinson?- zapytałam pośpiesznie, a wszyscy za mną byli już gotowi do biegu.
Lekarz spojrzał na nas od góry do dołu. Garnitury, ja i Shay sukienki..ułożone fryzury.. Trudno się biegało w butach na szpilkach xd
- W sali nr 10 - oznajmił, a my pobiegliśmy jej szukać.
- To chyba na drugim piętrze - powiedziała Shay.
- No jak nie tutaj to chyba raczej tam - odpowiedział na jej słowa Harry robiąc krzywą minę.
Pobiegliśmy na górę i odnaleźliśmy miętowe drzwi. Zapukałam lekko , rozległ się słaby głos" Proszę"
Weszłam na początku ostrożnie , a potem podbiegłam do Lou szybciej i prawie rzuciłam się na niego z uściskami.
- Ał,boli - uśmiechnął się .
- Przepraszam - cmoknęłam go w policzek
- Jak się czujesz?- zapytała Shay.
- Ujdzie.
- A co się stało wczoraj?- dopytywał Harry i usiadł na brzegu łóżka szpitalnego obok Louisa.
- Ja..przerwałem taniec z Shay i poszedłem do kibla..no i pamiętam jak ktoś zaszedł mnie od tyłu, a potem poczułem coś ciężkiego, co mnie walnęło z wielką siłą.
- Ale w każdym razie już lepiej?- zapytał Liam.
- Tak, jest dobrze.- zapewnił Lou z szerokim uśmiechem.
- Dobrze, że lepiej się czujesz- uśmiechnął się Zayn.
- To my cię już zostawiamy w spokoju , poleż sobie,  prześpij się- powiedział Niall.
- Ja zostanę- oznajmiła Shay.
- A ja pójdę piechotą - dodał Harry.
- Tak, ja też pójdę - Harry zdezorientowany spojrzał w moją stronę.
Liam, Niall i Zayn skinęli głowami i wyszli ze szpitala.
- Dobra, Shay to wrócisz potem?- zapytałam
- Tak, idźcie już do domu :)
- No ok..
< Z perspektywy Shay>
Wyszli ze szpitala więc zostałam z Louisem.
- Mogę tu siedzieć nawet całą noc. Jak będziesz czegoś potrzebował to mów- uśmiechnęłam się lekko do chłopaka.
- Shay..?- zapytał niepewnie
- Nie, Elvis Presley - zaśmiałam się.
Jemu jednak nie było do śmiechu.
- Rzecz w tym..Że od dłuższego czasu czuję coś innego do ciebie.
- O..już..już mnie nie lubisz?- jęknęłam zrezygnowana.
- Niee..nie o to chodzi.- zaprzeczył.
- Tak? No..no to o co?- w głębi serca znałam odpowiedź, ale musiałam zapytać. W najśmielszych snach nie podejrzewałabym, że Louis mógłby coś do mnie  poczuć...
- Kocham Cię.- oznajmił . A jednak..Spojrzałam w jego oczy i nie chciałam oderwać wzroku.
Usiadłam na brzegu łóżka i ujęłam jego twarz w dłonie.
- Ja też Cię kocham- powiedziałam ze łzami w oczach.
Nasze usta złączyły się w czułym, ale namiętnym pocałunku.
- Kiedy wrócisz do domu...nadrobimy tamte chwile- uśmiechnęłam się do niego, a łzy nadal ślepo ciekły mi z oczu.
Rozłożył ręce.
- Chodź do mnie, potrzebuję tego.
Wtuliłam się w niego. I tak pozostało . Siedzieliśmy wtuleni w siebie i rozmawialiśmy.
< Z mojej perspektywy>
Wyprzedziłam Hazzę o parę kroków.
- Ej, Pierce! - krzyknął.
Szłam nadal coraz szybszym krokiem. Nadgonił.
Stał przede mną i złapał mnie za ramiona.
- Daj mi spokój , Harry- odparłam chłodno i popatrzyłam na niego z wyrzutem.
- Co mam ci powiedzieć?- zapytał.
- Cokolwiek, ale ty tylko westchnąłeś.
Szliśmy Londyńskimi ulicami niedaleko Big Bena. Latarnie ślicznie oświetlały ulice, przez co miejsce o zmroku było naprawdę magiczne.
Harry westchnął  zrezygnowany i zatrzymał mnie ponownie chwytając mnie za nadgarstki. Popatrzył mi głęboko w brązowe oczy.

When he opens his arms and hold you close tonight
It just won't feel right

Cause I can love you more than this, yeah.
When he lays you down I might just die inside
It just don’t feel right
Cause I can love you more than this
Can love you more than this

Popatrzyłam w jego zielone , głębokie oczy i poczułam się jak zahipnotyzowana.
- Przez piosenkę ci to mówię.
- Że co? Że mnie kochasz?- wyjąkałam w końcu.
- Tak..bo wiesz. Wtedy westchnąłem zamiast odpowiedzieć, bo żadna dziewczyna nie powiedziała mi tego prosto w oczy..nie jestem zbyt dobry w wyznaniach.
Pociągnęłam go za jego krawat i przyciągnęłam do siebie. Położyłam dłonie na jego torsie, a on swoje położył na moich biodrach. Złączyliśmy się w gorącym pocałunku.
- Czyli, że teraz jesteśmy chłopakiem i dziewczyną?- zapytałam z uśmiechem, gdy oderwaliśmy się od siebie.
- Tak, ale jest jeden warunek.- uśmiechnął się.
- Jaki?
- To ja będę chłopakiem .
Zaczęliśmy się śmiać i razem wróciliśmy do domu trzymając się za ręce..
--------------
Krótkie..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz