Obudziłam się wcześnie rano. Podciągnęłam się do góry i rozejrzałam po pokoju. Tak, to z pewnością NIE BYŁ mój pokój. Obok mnie leżał Harry.
Przytuliłam się do niego. Poczułam jego zimne dłonie na mojej talii.
- Hej księżniczko. Jak spałaś?- powiedział jeszcze zaspanym głosem.
- Wspaniale, wiesz..ale jak ja się znalazłam u was w domu?
- Chciałem się tobą nacieszyć dłużej..więc mam propozycję.
- Tak? A jaką?- uśmiechnęłam się.
Spojrzał mi prosto w oczy i uśmiechnął się rozkosznie.
- Przeprowadź się do nas.
- Przykro mi, ale mam młodszą siostrę samą w domu i nie mogę jej zostawić.
- Załatwiłem o wcześniej. Rodzice zabrali ją dziś rano, a dom został sprzedany.
Wytrzeszczyłam oczy - No to nawet nie mam wyboru.
Przyciągnął mnie do siebie.
- No , widzisz jaki ja sprytny jestem?
- Jak liść - pokazałam mu język.
Pokiwał dumnie głową, ale dotarły do niego moje słowa.
- Ej!
Zaśmiałam się, a on zaczął mnie łaskotać.
Wyskoczyłam z łóżka i zaczęłam biegać po pokoju, bo mnie gonił.
- Mógłbyś przestać? Jest dopiero 7.00 ! Ludzie jeszcze śpią.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu. On był i tak uroczy. Rozczochrane włosy..zielone oczka..
- Jesteśmy parą jeden dzień , w końcu to się stało - mówił, gdy mnie gonił. Przystanęłam na chwilkę.
- No wiem.
Wykorzystał moment mojej nieuwagi i przyparł mnie do ściany.
- Serio?- zaśmiałam się - Znowu ta sama zagrywka?
- A co..nie podoba ci się to?- zamruczał.
- Nic takiego nie mówiłam - uśmiechnęłam się zachęcająco. Odpowiedział tym samym i zaczął mnie namiętnie całować. Owinęłam nogi wokół jego bioder.
Do pokoju wszedł Liam.
- Hej, macie może jakąś czeko..- urwał bo nas zobaczył.
- Aha..- wycofał się bez słowa i wyszedł.
Rozległ się dźwięk zamykanych drzwi.
- Ktoś tutaj wchodził?- zapytałam
- Chyba nie.
Wzruszyliśmy ramionami i powróciliśmy do poprzedniej czynności.
*
- Hej chłopcy- przywitałam się gdy zeszłam z nimi na dół.
- Hej współlokatorko - wyszczerzyli się.
- Już wiecie?
- No ba
Zaśmiałam się. Na dół zszedł Harry. Nago..
Zasłoniłam oczy.
- Harry, byś się ubrał.
Podszedł do mnie i mnie objął.
- O, przecież tyle razy go widziałaś. Nie ma co się stresować- zażartował.
- A ile konkretnie?- zapytał Zayn.
- Nie twoja sprawa ;p
- Shay z Louisem w szpitalu?
W tym momencie otworzyły się drzwi.
- Już nieee- krzyknął Lou, a wszyscy się zaśmiali.
- Widzimy się później?- zapytała Shay.
- Nie, ja chcę teraz..- zrobił smutne oczka.
Uśmiechnęła się zadziornie - Zostanę.
Objęła rękami jego szyję i zaczęli się namiętnie całować.
- Obrzydzacie mi pączka- marudził Niall.
- Tak, wypadałoby zachować zdrowy rozsądek przy domownikach - wspomniał Liam i spojrzał na mnie i Hazzę - Harry, załóż chociaż spodnie.
Shay dopiero teraz go zobaczyła i w mgnieniu oka zakryła oczy.
- No przecież idę.
Poszedł się ubrać.
Po paru minutach zszedł w białych rurkach i marynarce.
Pocałował mnie w czoło i uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Dobra! Ja go nigdy nie zjem!- powiedział oburzony Niall i z bólem serca wyrzucił pączka.
- Stary co ty robisz?!!!- nadarł się Zayn.
Lou złapał go za ramię.
- On musiał. To jego obowiązek.
Shay wyjrzała za okno - Chłopcy, czy to nie ci z The Wanted??
Podbiegli do okna jak porażeni.
- Co oni robią na naszym podwórku?!- syknął Harry.
- Nie wiem, ale ta sielanka się kończy- oznajmił stanowczo Liam.
Zadzwonił dzwonek. Niall odwrócił głowę od okna.
- To ONI.
- Może ja otworzę- zaproponowałam - Teraz to też mój dom..chyba , a wy jesteście zbyt spękani - zażartowałam.
- Bardzo śmieszne Jules - stwierdzili zirytowani.
- Hej- przywitałam się .
- Hej - odpowiedzieli wesoło.
Poczułam wyraźnie zainteresowany wzrok Nathana na mnie. Byłam ubrana w to:
- A wy co tak mordę cieszycie?- zakpił Louis.
Spoważniały im miny.
- Chcemy z wami coś omówić.- wyjaśnił Nath.
Louis przystawił wargi do mojego ucha i ścisnął mnie mocno - Dopilnuj, by się poślizgnęli i sobie coś stłukli.
- Louis!- zaśmiałam się.
- Dobra, tylko szybko - postawił warunek Harry.
- Spoko, z jakieś 10 minut może mniej - odezwał się Seeva.
- To chodźcie do salonu- wycedził niechętnie Zayn.
- Ja lecę..umówiłam się z Danielle.Potem do domu - powiedziała Shay - Narazie ;p
Pożegnaliśmy ją.
- Dobsz..to ja idę na górę. Nie przeszkadzam wam.
Poszłam do pokoju Hazzy.
< Z perspektywy chłopaków>
*
- Gdzie łazienkę macie?- zapytał Nathan.
- Na górze i po prawej.
- Ok.
< Moja perspektywa>
Zobaczyłam Nathana wchodzącego do pokoju.
- Hej - uśmiechnął się nieśmiało.
- Ee..hej? Czegoś potrzebujesz?
- Dziewczyny?- roześmiał się.
Zaczęłam też się śmiać . - Tego raczej ci nie załatwię.
- Wiem, jesteś zajęta przez Louisa.
- Co?
Spojrzał na mnie pytająco.
- Ja z Lou nie chodzę ;p
- O to ..to dobrze.
- No.
Przysunął się do mnie i zaczął bawić moimi włosami.
- E..Nathan co ty wyprawiasz?
Wydawało mi się, że pożerał mnie wzrokiem. Złapał w pasie i zaczął namiętnie całować. Odpychałam go od siebie, ale był za silny i trzymał się moich bioder. W tym momencie wszedł Harry. Zobaczył, że nie mogę sobie z nim poradzić, więc oderwał go ode mnie.
Zaczerpnęłam oddechu, a Hazza wygonił Nathana. Razem z chłopakami z TW wyszli i odjechali.
- Jest w porządku?
- Tak..co za idiota.
Harry objął mnie . Siedziałam wtulona w niego. Zerknęłam delikatnie do góry. Widziałam jaki był na mnie skupiony, jaki cierpliwy, troskliwy..Poczułam, że jestem dla kogoś ważna. Ni stąd ni zowąd zaczęłam go całować. Każdy pocałunek był coraz bardziej namiętny. Chciałam skończyć, ale sądząc po tym z jaką pasją w tej chwili całował, rozczarowałabym go. Zaczęłam więc zdejmować mu marynarkę, potem koszulkę. Zdziwił się i na chwilkę oderwał od moich ust.
- Jesteś pewna?- wysapał.
- Mhm.
Przyciągnęłam go z powrotem do mnie i oddaliśmy się chwili.
< Perspektywa Shay>
Wróciłam do domu po spotkaniu z Dan. Zobaczyłam Louisa leżącego na moim łóżku , na podłodze płatki róż, stół z kolacją, świece..
- Lou...jak się tu dostałeś?
- Nie zamknęłaś drzwi.
- Cholera..
- Spokojnie - uśmiechnął się.
Spojrzałam jeszcze raz na wystrój sypialni i uśmiechnęłam się. - A co to ma znaczyć?
- Mieliśmy nadrobić, co nie?
- Tak- uśmiechnęłam się i podchodziłam do niego niepewnymi kroczkami.
Wstał wkurzony.
- Nie każ mi czekać, na to czego oboje chcemy.
Zaparło mi dech w piersiach. Przyciągnął mi do siebie i złączyliśmy się w gorącym pocałunku. Przenieśliśmy się na łóżko . Dotyk Louisa przeszywał każdy centymetr mojego ciała.
- To jak? Gotowa ? - uśmiechnął się.
- Jak nigdy w życiu - znowu zaczęłam go całować.
---------------------
niedziela, 2 września 2012
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Rozdział 10
- Zayn, ostrożnie - powiedziałam kiedy jechał szybko, by natychmiast znaleźć się w szpitalu.
Zerknął na mnie na moment i zobaczyłam delikatny uśmiech na jego twarzy.
- Spokojnie- szepnął.
Harry wychylił się do przodu pomiędzy nas.
- Romanse wam teraz w głowach?- w jego słowach słychać było wyraźną niechęć.
- Chcesz się teraz kłócić ze mną, za to, że przyjaźnię się z Jules? - zapytał zirytowany Zayn.
Zaczęli się ze sobą wykłócać.
- Zamknąć się!!- krzyknęła na całe gardło Shay i zalała się płaczem. - Wasz przyjaciel jest w szpitalu, a wy się kłócicie o dziewczynę?!
Liam objął ją ramieniem.
- Spokojnie, już..
- Jak ja mogę być spokojna? - awanturowała się dalej, ale Liam jakoś ją uspokoił.
- Tak, ja też jestem zdenerwowany. Od paru minut nic nie zjadłem!- skomentował poruszony Niall.
- A temu tylko żarcie w głowie..- mruknęłam pod nosem.
I stało się. Utknęliśmy w korku. Zayn przyłożył pięścią w klakson i otworzył szybę.
- No co jest kur*a?!!
- Spokojnie, Zayn..już dobrze..
Odwrócił się do mnie.
- Nie jest dobrze. Tam jest w końcu nasz przyjaciel, muszę go natychmiast zobaczyć.
Pozostali przytaknęli.
Jakoś dalej pojechaliśmy i w końcu dotarliśmy do szpitala.
Wbiegliśmy tam jak dzicz.
- W której sali leży Louis Tomlinson?- zapytałam pośpiesznie, a wszyscy za mną byli już gotowi do biegu.
Lekarz spojrzał na nas od góry do dołu. Garnitury, ja i Shay sukienki..ułożone fryzury.. Trudno się biegało w butach na szpilkach xd
- W sali nr 10 - oznajmił, a my pobiegliśmy jej szukać.
- To chyba na drugim piętrze - powiedziała Shay.
- No jak nie tutaj to chyba raczej tam - odpowiedział na jej słowa Harry robiąc krzywą minę.
Pobiegliśmy na górę i odnaleźliśmy miętowe drzwi. Zapukałam lekko , rozległ się słaby głos" Proszę"
Weszłam na początku ostrożnie , a potem podbiegłam do Lou szybciej i prawie rzuciłam się na niego z uściskami.
- Ał,boli - uśmiechnął się .
- Przepraszam - cmoknęłam go w policzek
- Jak się czujesz?- zapytała Shay.
- Ujdzie.
- A co się stało wczoraj?- dopytywał Harry i usiadł na brzegu łóżka szpitalnego obok Louisa.
- Ja..przerwałem taniec z Shay i poszedłem do kibla..no i pamiętam jak ktoś zaszedł mnie od tyłu, a potem poczułem coś ciężkiego, co mnie walnęło z wielką siłą.
- Ale w każdym razie już lepiej?- zapytał Liam.
- Tak, jest dobrze.- zapewnił Lou z szerokim uśmiechem.
- Dobrze, że lepiej się czujesz- uśmiechnął się Zayn.
- To my cię już zostawiamy w spokoju , poleż sobie, prześpij się- powiedział Niall.
- Ja zostanę- oznajmiła Shay.
- A ja pójdę piechotą - dodał Harry.
- Tak, ja też pójdę - Harry zdezorientowany spojrzał w moją stronę.
Liam, Niall i Zayn skinęli głowami i wyszli ze szpitala.
- Dobra, Shay to wrócisz potem?- zapytałam
- Tak, idźcie już do domu :)
- No ok..
< Z perspektywy Shay>
Wyszli ze szpitala więc zostałam z Louisem.
- Mogę tu siedzieć nawet całą noc. Jak będziesz czegoś potrzebował to mów- uśmiechnęłam się lekko do chłopaka.
- Shay..?- zapytał niepewnie
- Nie, Elvis Presley - zaśmiałam się.
Jemu jednak nie było do śmiechu.
- Rzecz w tym..Że od dłuższego czasu czuję coś innego do ciebie.
- O..już..już mnie nie lubisz?- jęknęłam zrezygnowana.
- Niee..nie o to chodzi.- zaprzeczył.
- Tak? No..no to o co?- w głębi serca znałam odpowiedź, ale musiałam zapytać. W najśmielszych snach nie podejrzewałabym, że Louis mógłby coś do mnie poczuć...
- Kocham Cię.- oznajmił . A jednak..Spojrzałam w jego oczy i nie chciałam oderwać wzroku.
Usiadłam na brzegu łóżka i ujęłam jego twarz w dłonie.
- Ja też Cię kocham- powiedziałam ze łzami w oczach.
Nasze usta złączyły się w czułym, ale namiętnym pocałunku.
- Kiedy wrócisz do domu...nadrobimy tamte chwile- uśmiechnęłam się do niego, a łzy nadal ślepo ciekły mi z oczu.
Rozłożył ręce.
- Chodź do mnie, potrzebuję tego.
Wtuliłam się w niego. I tak pozostało . Siedzieliśmy wtuleni w siebie i rozmawialiśmy.
< Z mojej perspektywy>
Wyprzedziłam Hazzę o parę kroków.
- Ej, Pierce! - krzyknął.
Szłam nadal coraz szybszym krokiem. Nadgonił.
Stał przede mną i złapał mnie za ramiona.
- Daj mi spokój , Harry- odparłam chłodno i popatrzyłam na niego z wyrzutem.
- Co mam ci powiedzieć?- zapytał.
- Cokolwiek, ale ty tylko westchnąłeś.
Szliśmy Londyńskimi ulicami niedaleko Big Bena. Latarnie ślicznie oświetlały ulice, przez co miejsce o zmroku było naprawdę magiczne.
Harry westchnął zrezygnowany i zatrzymał mnie ponownie chwytając mnie za nadgarstki. Popatrzył mi głęboko w brązowe oczy.
Zerknął na mnie na moment i zobaczyłam delikatny uśmiech na jego twarzy.
- Spokojnie- szepnął.
Harry wychylił się do przodu pomiędzy nas.
- Romanse wam teraz w głowach?- w jego słowach słychać było wyraźną niechęć.
- Chcesz się teraz kłócić ze mną, za to, że przyjaźnię się z Jules? - zapytał zirytowany Zayn.
Zaczęli się ze sobą wykłócać.
- Zamknąć się!!- krzyknęła na całe gardło Shay i zalała się płaczem. - Wasz przyjaciel jest w szpitalu, a wy się kłócicie o dziewczynę?!
Liam objął ją ramieniem.
- Spokojnie, już..
- Jak ja mogę być spokojna? - awanturowała się dalej, ale Liam jakoś ją uspokoił.
- Tak, ja też jestem zdenerwowany. Od paru minut nic nie zjadłem!- skomentował poruszony Niall.
- A temu tylko żarcie w głowie..- mruknęłam pod nosem.
I stało się. Utknęliśmy w korku. Zayn przyłożył pięścią w klakson i otworzył szybę.
- No co jest kur*a?!!
- Spokojnie, Zayn..już dobrze..
Odwrócił się do mnie.
- Nie jest dobrze. Tam jest w końcu nasz przyjaciel, muszę go natychmiast zobaczyć.
Pozostali przytaknęli.
Jakoś dalej pojechaliśmy i w końcu dotarliśmy do szpitala.
Wbiegliśmy tam jak dzicz.
- W której sali leży Louis Tomlinson?- zapytałam pośpiesznie, a wszyscy za mną byli już gotowi do biegu.
Lekarz spojrzał na nas od góry do dołu. Garnitury, ja i Shay sukienki..ułożone fryzury.. Trudno się biegało w butach na szpilkach xd
- W sali nr 10 - oznajmił, a my pobiegliśmy jej szukać.
- To chyba na drugim piętrze - powiedziała Shay.
- No jak nie tutaj to chyba raczej tam - odpowiedział na jej słowa Harry robiąc krzywą minę.
Pobiegliśmy na górę i odnaleźliśmy miętowe drzwi. Zapukałam lekko , rozległ się słaby głos" Proszę"
Weszłam na początku ostrożnie , a potem podbiegłam do Lou szybciej i prawie rzuciłam się na niego z uściskami.
- Ał,boli - uśmiechnął się .
- Przepraszam - cmoknęłam go w policzek
- Jak się czujesz?- zapytała Shay.
- Ujdzie.
- A co się stało wczoraj?- dopytywał Harry i usiadł na brzegu łóżka szpitalnego obok Louisa.
- Ja..przerwałem taniec z Shay i poszedłem do kibla..no i pamiętam jak ktoś zaszedł mnie od tyłu, a potem poczułem coś ciężkiego, co mnie walnęło z wielką siłą.
- Ale w każdym razie już lepiej?- zapytał Liam.
- Tak, jest dobrze.- zapewnił Lou z szerokim uśmiechem.
- Dobrze, że lepiej się czujesz- uśmiechnął się Zayn.
- To my cię już zostawiamy w spokoju , poleż sobie, prześpij się- powiedział Niall.
- Ja zostanę- oznajmiła Shay.
- A ja pójdę piechotą - dodał Harry.
- Tak, ja też pójdę - Harry zdezorientowany spojrzał w moją stronę.
Liam, Niall i Zayn skinęli głowami i wyszli ze szpitala.
- Dobra, Shay to wrócisz potem?- zapytałam
- Tak, idźcie już do domu :)
- No ok..
< Z perspektywy Shay>
Wyszli ze szpitala więc zostałam z Louisem.
- Mogę tu siedzieć nawet całą noc. Jak będziesz czegoś potrzebował to mów- uśmiechnęłam się lekko do chłopaka.
- Shay..?- zapytał niepewnie
- Nie, Elvis Presley - zaśmiałam się.
Jemu jednak nie było do śmiechu.
- Rzecz w tym..Że od dłuższego czasu czuję coś innego do ciebie.
- O..już..już mnie nie lubisz?- jęknęłam zrezygnowana.
- Niee..nie o to chodzi.- zaprzeczył.
- Tak? No..no to o co?- w głębi serca znałam odpowiedź, ale musiałam zapytać. W najśmielszych snach nie podejrzewałabym, że Louis mógłby coś do mnie poczuć...
- Kocham Cię.- oznajmił . A jednak..Spojrzałam w jego oczy i nie chciałam oderwać wzroku.
Usiadłam na brzegu łóżka i ujęłam jego twarz w dłonie.
- Ja też Cię kocham- powiedziałam ze łzami w oczach.
Nasze usta złączyły się w czułym, ale namiętnym pocałunku.
- Kiedy wrócisz do domu...nadrobimy tamte chwile- uśmiechnęłam się do niego, a łzy nadal ślepo ciekły mi z oczu.
Rozłożył ręce.
- Chodź do mnie, potrzebuję tego.
Wtuliłam się w niego. I tak pozostało . Siedzieliśmy wtuleni w siebie i rozmawialiśmy.
< Z mojej perspektywy>
Wyprzedziłam Hazzę o parę kroków.
- Ej, Pierce! - krzyknął.
Szłam nadal coraz szybszym krokiem. Nadgonił.
Stał przede mną i złapał mnie za ramiona.
- Daj mi spokój , Harry- odparłam chłodno i popatrzyłam na niego z wyrzutem.
- Co mam ci powiedzieć?- zapytał.
- Cokolwiek, ale ty tylko westchnąłeś.
Szliśmy Londyńskimi ulicami niedaleko Big Bena. Latarnie ślicznie oświetlały ulice, przez co miejsce o zmroku było naprawdę magiczne.
Harry westchnął zrezygnowany i zatrzymał mnie ponownie chwytając mnie za nadgarstki. Popatrzył mi głęboko w brązowe oczy.
When he opens his arms and hold you close tonight
It just won't feel right
Cause I can love you more than this, yeah.
When he lays you down I might just die inside
It just don’t feel right
Cause I can love you more than this
Can love you more than this
Popatrzyłam w jego zielone , głębokie oczy i poczułam się jak zahipnotyzowana.
- Przez piosenkę ci to mówię.
- Że co? Że mnie kochasz?- wyjąkałam w końcu.
- Tak..bo wiesz. Wtedy westchnąłem zamiast odpowiedzieć, bo żadna dziewczyna nie powiedziała mi tego prosto w oczy..nie jestem zbyt dobry w wyznaniach.
Pociągnęłam go za jego krawat i przyciągnęłam do siebie. Położyłam dłonie na jego torsie, a on swoje położył na moich biodrach. Złączyliśmy się w gorącym pocałunku.
- Czyli, że teraz jesteśmy chłopakiem i dziewczyną?- zapytałam z uśmiechem, gdy oderwaliśmy się od siebie.
- Tak, ale jest jeden warunek.- uśmiechnął się.
- Jaki?
- To ja będę chłopakiem .
Zaczęliśmy się śmiać i razem wróciliśmy do domu trzymając się za ręce..
--------------
Krótkie..
- Przez piosenkę ci to mówię.
- Że co? Że mnie kochasz?- wyjąkałam w końcu.
- Tak..bo wiesz. Wtedy westchnąłem zamiast odpowiedzieć, bo żadna dziewczyna nie powiedziała mi tego prosto w oczy..nie jestem zbyt dobry w wyznaniach.
Pociągnęłam go za jego krawat i przyciągnęłam do siebie. Położyłam dłonie na jego torsie, a on swoje położył na moich biodrach. Złączyliśmy się w gorącym pocałunku.
- Czyli, że teraz jesteśmy chłopakiem i dziewczyną?- zapytałam z uśmiechem, gdy oderwaliśmy się od siebie.
- Tak, ale jest jeden warunek.- uśmiechnął się.
- Jaki?
- To ja będę chłopakiem .
Zaczęliśmy się śmiać i razem wróciliśmy do domu trzymając się za ręce..
--------------
Krótkie..
niedziela, 26 sierpnia 2012
Rozdział 9
Po pół godzinach wróciła do mnie Shay z rękami pełnymi sukienek.
- Łał..sporo ich masz.- wytrzeszczyłam oczy, a ona z uśmiechem położyła je na podłodze. Ja wywaliłam z szafy swoje i usiadłyśmy obok stosów sukienek.
- A tak właściwie to co my będziemy tam robić..?- zastanawiała się przyjaciółka. Spojrzałam na nią kątem oka i zaśmiałam się.
- No przecież tańczyć.
- No tak..ale z kim?
Spojrzałam na nią uważnie.
- Ze sobą.
Zaczęłyśmy się śmiać.
- No a tak serio?
- Nie wiem. Ja pewnie zatańczę z jakimś chłopakiem, o ile będzie tam ktoś sensowny albo pójdę w ślady Nialla i będę jeść przekąski ze stołów.
- No..- jąkała się - A Harry?
- Proszę, nie wymawiaj imienia na "H" w tym domu.- burknęłam pod nosem , wygrzebując ze stosu śliczną sukienkę.
- Może nie koniecznie na bal ta suknia, ale chyba będzie dobrze?- zapytałam niepewnie.
- Jest śliczna, ale nie przebieraj się w nią dopóki mi czegoś nie znajdziemy - westchnęła Shay.
Patrzyła pusto na stos sukni.
- Czemu ja nie mogę być taka wysoka jak ty..?- wyżalała się.
- Shay..ja mam tylko 174 cm..
- A ja 168 cm.- jęknęła.
- Małe jest piękne- zaśmiałam się.
Pokazała mi język, a ja wynalazłam idealną sukienkę dla niej. Pokazałam jej, a ona aż jęknęła z zachwytu.
- Śliczna...dobra ja pójdę do łazienki na dół, ty na górę. Zrobimy włosy, przebierzemy się..
- Ok.
**
Wyszłam z łazienki. Miałam fryzurę taką jak Eleanor kiedyś.
Założyłam jeszcze tą sukienkę:
Na kanapie na dole czekała już Shay. Na mój widok powiedziała tylko "Wow". Zaśmiałam się .
- Ty też wyglądasz zajebiaszczo - puściłam jej oczko.
Bo to był fakt. Shay natomiast miała fryzurkę a'la Danielle Peazer. Często wzorowała się na stylu dziewczyny Liama.
- Łał..sporo ich masz.- wytrzeszczyłam oczy, a ona z uśmiechem położyła je na podłodze. Ja wywaliłam z szafy swoje i usiadłyśmy obok stosów sukienek.
- A tak właściwie to co my będziemy tam robić..?- zastanawiała się przyjaciółka. Spojrzałam na nią kątem oka i zaśmiałam się.
- No przecież tańczyć.
- No tak..ale z kim?
Spojrzałam na nią uważnie.
- Ze sobą.
Zaczęłyśmy się śmiać.
- No a tak serio?
- Nie wiem. Ja pewnie zatańczę z jakimś chłopakiem, o ile będzie tam ktoś sensowny albo pójdę w ślady Nialla i będę jeść przekąski ze stołów.
- No..- jąkała się - A Harry?
- Proszę, nie wymawiaj imienia na "H" w tym domu.- burknęłam pod nosem , wygrzebując ze stosu śliczną sukienkę.
- Może nie koniecznie na bal ta suknia, ale chyba będzie dobrze?- zapytałam niepewnie.
- Jest śliczna, ale nie przebieraj się w nią dopóki mi czegoś nie znajdziemy - westchnęła Shay.
Patrzyła pusto na stos sukni.
- Czemu ja nie mogę być taka wysoka jak ty..?- wyżalała się.
- Shay..ja mam tylko 174 cm..
- A ja 168 cm.- jęknęła.
- Małe jest piękne- zaśmiałam się.
Pokazała mi język, a ja wynalazłam idealną sukienkę dla niej. Pokazałam jej, a ona aż jęknęła z zachwytu.
- Śliczna...dobra ja pójdę do łazienki na dół, ty na górę. Zrobimy włosy, przebierzemy się..
- Ok.
**
![]() |
| Taką fryzkę :D |
Założyłam jeszcze tą sukienkę:
![]() |
| Moja sukienka |
Na kanapie na dole czekała już Shay. Na mój widok powiedziała tylko "Wow". Zaśmiałam się .
- Ty też wyglądasz zajebiaszczo - puściłam jej oczko.
Bo to był fakt. Shay natomiast miała fryzurkę a'la Danielle Peazer. Często wzorowała się na stylu dziewczyny Liama.
![]() |
| Fryzurka Shay ;p |
sobota, 25 sierpnia 2012
Rozdział 8
Obudziłam się naga, wtulona w Harry'ego. Promyki porannego słońca oświetlały pomieszczenie. Otworzyłam oczy i spojrzałam na chłopaka. Był taki słodki kiedy spał, więc oparłam podbródek na jego ramieniu. Nagle przekręcił się tak, że prawie leżał na mnie. Jedynie podpierał się łokciami.
- Chętna?- zapytał z zadziornym uśmiechem.
Wyciągnęłam ręce i oplotłam nimi jego kark.
- Na co?- uśmiechnęłam się.
Przybliżał się do mnie powooli.
- Na to..- wymruczał swoim seksownym głosem, pociągnęłam go błyskawicznie na siebie. Wpiliśmy się w swoje usta i całowaliśmy się bardzo namiętnie.
- Jesteś taka pociągająca- wychrypiał w przerwach.
- Co, chcesz powtórzyć noc?- spojrzałam na niego zadziornie i czując ciepło jego ciała, gorący oddech na mnie, położyłam dłonie na jego biodrach i błądziłam nimi po jego ciele. Pocałował mnie jeszcze raz i popatrzył pożądliwym wzrokiem.
***
- Czekaj , Harry- wyjąkałam więc przestał. Byłam cała czerwona i potargana.
- Niee, błagam Cię- jęknął. Przeczesał dłonią po swoich równie potarganych włosach.
- Muszę otworzyć drzwi- zaśmiałam się. Założyłam swój brązowy szlafrok, a Harry swoje czarne bokserki i zerwał się za mną. Objął mnie od tyłu w pasie i lekko kołysząc sprzedawał mi pocałunki w szyję. Zaczęłąm się z niego śmiać, a potem zaczął całować mnie namiętniej z szyi na obojczyk, z obojczyka na szyję, aż wyrwał mi się cichy jęk, a Harry się uśmiechnął.
- Nie sądziłem, że tak ci się to podoba.- szepnął mi do ucha.
- Drzwi - przypomniałam mu.
Westchnął ciężko i wywrócił teatralnie oczami, ale nie wypuszczając mnie z objęć podszedł ze mną do drzwi.
Otworzyłam je, a tam stał wkurzony kierownik motelu. Harry zignorował go i całował mnie dalej. Pociągało mnie to, ale przy kierowniku nie wypadało rzucić się na Hazzę i go całować, co nie?
- O co chodzi?- zapytałam po chwili.
- Obudziliście cały motel!! Jest 7.00 rano, a wczoraj w nocy goście nie mogli spać!!!- awanturował się pan Grey. - Myślicie , że każdy chce słuchać waszych jęków?!
Harry przeniósł na niego swój wzrok.
- Tak, bo pan niestety nie ma szans na swoje życie seksualne- oznajmił spokojnie patrząc na niego z lekką pogardą.
Zakryłam usta dłonią.
- Słucham?!
Harry miał coś wtrącić, ale byłam szybsza:
- Nie będziemy już.
Nie czekając na odpowiedź, zamknęłam drzwi i odwróciłam się teatralnie do Harry'ego.
- Bezczelu!- zaśmiałam się.
- No co?
- Nie można komuś mówić takich rzeczy.
- Ja mogę - pokazał mi język.
- Dobra, ja się ubieram..- chciałam dokończyć zdanie
- Zwariowałaś?- wtrącił i polazł do łóżka. Poklepał miejsce obok siebie.
- Dobra, na 10 minut?
Skrzywił się.
- 2 godziny?
- Nie, Harry..
- Jest 7.00 rano - jęczał.
- Dobra, pół godziny?
- Niech Ci już będzie.- skrzywił się, ale uśmiechnął kiedy weszłam i przykryłam się kołdrą.
Objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego.
- Jednej rzeczy nie rozumiem..
Spojrzał na mnie pytająco - Jakiej?
- Czemu przytulaliście się z Shay i całowałeś ją w czoło...
- Ona nie chciała spać z Lou, bo ją chciał zgwałcić, a ja ją pocieszałem bo aż dygotała z nerwów.
- Aha..
- A ja też czegoś nie rozumiem.
- Czego?
- Czemu całowałaś się z Louisem?
- Chciał wzbudzić zazdrość w Shay.
- Czekaj, w Shay?
- Tak, dlatego zerwał z Eleanor. Ale ona chyba powoli dochodzi do siebie.
- Właśnie to sobie chciałem z tobą wyjaśnić, tutaj bo w domu byłoby za dużo hałasu..Ale nie wyjaśniliśmy sobie tego wczoraj, bo...- zarumienił się i udawał, że kaszle - Wiesz..
Ja też się zarumieniłam.
- Wiem.
- Ale..- popatrzył mi głęboko w oczy i przysunął się bardziej do mnie - Było warto zaczekać z tym do rana.
- Ja nawet nie wiedziałam, że to się wydarzy - zmarszczyłam brwi, a on się uroczo zaśmiał.
- Tak? Ja też..Działałem pod wpływem impulsu.
- Powinnam była cię odepchnąć, ale zawsze chciałam żebyś mnie pocałował.
Nie wierzę, że mu się do tego przyznałam...
- Serio? Ja tak samo.
- I teraz ci chyba mogę to powiedzieć..
- No, dawaj.
- K-K...K-kocham Cię..- wyjąkałam. - A ty czujesz to samo czy jestem kolejną dziewczyną, którą zaciągasz do łóżka?
Popatrzył na mnie i ciężko westchnął. W tym momencie coś się pode mną ugięło, oczy zaszły mi łzami.
- A jednak..
Wstałam z łóżka.
- Ej, gdzie idziesz?
- Do łazienki, ubrać się. A potem jak najdalej od ciebie.- głos mi się łamał. Trzasnęłam drzwiami łazienki.
**
- Idziemy?
- Mam iść tobą? Zwariowałeś? - przegryzł dolną wargę - Będę się czuła lepiej kiedy nie będę musiała już ciebie oglądać.
- Przestań, Jules..
- Daj telefon- powiedziałam chłodno.
- Po co?
- Daj - powtórzyłam. Podał mi komórkę , zadzwoniłam do Louisa.
< Z perspektywy Lou>
Odebrałem telefon. Harry.
- Czego chcesz?- przywitałem się oschle.
- To ja - usłyszałem Jules.
- E..Jules?
- Bateria mi padła w mojej komórce.
- Aa..
- Nie ważne. Możesz przyjechać po mnie i Harry'ego pod motel?
- Tak, zaraz będę.
< Z mojej perspektywy>
- Jedzie już- podałam chłopakowi telefon
Spojrzał na mnie jeszcze raz.
- Nie gap się tak n mnie- wycedziłam
- Gapiłem się na ciebie dogłębnie całą noc i cały ranek, teraz to chyba nie robi różnicy , prawda?
Spojrzałam na niego oschle.
- Zapomnij o moich słowach, zapomnij najlepiej o wczorajszym i dzisiejszym dniu.
Złapał moje łokcie i spojrzał w oczy.
- Nie mogę o tym zapomnieć.
Wyrwałam się od niego.
- Ależ możesz.
Miał coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy pisk opon samochodu. Dostrzegłam głowę Lou wychyloną przez szybę.
- Wsiadaj - popatrzył na mnie z wesołym uśmieszkiem.
Harry odkaszlnął.
- Ja też tu jestem.
- Możesz iść piechotą.- oznajmił mu ze sztucznym uśmiechem. Na tylnym siedzeniu zobaczyłam kogoś jeszcze. Eleanor , która promiennie się do mnie uśmiechnęła.
- El?!
- Mhm..
- Co ty tu robisz?- zapytałam pakując się do niej na tylne siedzenia. Harry poszedł na siedzenie obok Louisa.
- Znaczy, że co tu robię z Louisem?- poprawiła mnie.
Speszyłam się. - Skoro ty tak to ujmujesz.
- Chciałam iść pod ten motel do was, bo wiem jak bardzo jesteś zła na Hazzę i że z nim tam długo nie wytrzymasz..
- Nie myliłaś się- wtrąciłam specjalnie głośno, by Harry usłyszał wyraźnie.
Harry prychnął z pogardą.
- Opowiesz jej coś ciekawego?
Zacisnęłam zęby.
- Lou co tam u ciebie?- zapytałam zamiast dać odpowiedzi.
- No, podwiozłem Eleanor przy okazji, chociaż się upierała jak osioł.- spojrzał w lusterko, a El zmarszczyła brwi, on to widział więc ona zwróciła się do mnie.
- Wsadził mnie do auta.
Zaśmiałam się. Ona jednak była poważna.
- Dosłownie.
Wychyliłam się do przodu.
- Loui! - zaczęłam się śmiać.
- No co? Nie mogłem pozwolić, by szła długą drogę piechotą widząc to.
- Tak się zachowuje...- spojrzałam celowo na Hazzę. - Prawdziwy facet.
Mierzyliśmy się wściekłymi spojrzeniami, a Eleanor patrzyła na nas zaniepokojona. Lou też zerkał.
*
Dojechaliśmy do domu. El i ja miałyśmy do siebie bardzo blisko. Stałyśmy pod twoim domem.
- Co zaszło między tobą a Styles'em?
Spuściłam wzrok. Zasłoniła na moment usta ręką i wytrzeszczyła oczy.
- Nie wierzę!- mówiła przez lekki śmiech. - Spaliście ze sobą?
- Chwila słabości - odparłam . Opowiedziałam jej za co się pokłóciliśmy.
- A to cham...ale cóż powodzenia ci życzę. Muszę spadać do Peppera , lecę z nim do weterynarza .- przytuliła mnie na pożegnanie i przeszła na drugą stronę ulicy.
- A co mu jest? - krzyknęłam.
Uśmiechnęła się.
- Biegunka - odkrzyknęła.
Zaśmiałam się i weszłam do domu.
Tam czekała na mnie..Shay. Rzuciłam torbę na kanapę i zamknęłam drzwi.
- A jak ty się tu dostałaś? Drzwi były zamknięte.
- Ale okna nie.
Wzięłam ze stołu notatnik i długopis i zaczęłam zapisywać.
- Co robisz?
- Piszę..- podniosłam ton - Żeby zamykać okna na przyszłość, na wypadek gdybyś się włamała do mojego domu!
- Ja chcę cię bardzo przeprosić. Bardzo, bardzo, bardzo.
Odwróciłam wzrok.
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką.
- Tak, to czemu dowiaduję się o zajściu w barze ostatnia?
- Bo nie wiedziałam jak zareagujesz.
- Pocieszyłabym Cię.
- Nie...- przeciągnęła - Pamiętasz Lenny'ego?
- Jetkinsa ?
- Mhm.
- Tak, byłaś z nim rok temu. I co?
- I jak ci powiedziałam, że zdradził mnie z Betty Dean to poszłaś , zrobiłaś mu awanturę i walnęłaś z liścia w twarz.- wypomniała.
Spojrzałam w sufit jak na retrospekcji. Zatrzęsłam się jakby przeszły po mnie dreszcze.
- Uu..pamiętam.
- I bałam się, że tak zrobisz Louisowi , a on ma zbyt ładną buźkę by ją kaleczyć.
- Nie zrobiłabym tego Louisowi, a poza tym...KOCHASZ SIĘ W NIM?!!
- Nieeee - uniosła ręce w geście obronnym - Niee.
Podniosłam brew.
- Wcale kur*a
- No wcale.
- Czyli co, zgoda?- zapytała.
Rozłożyłam ręce.
- Chodź do mnie.
Podbiegła i mnie przytuliła.
- A właśnie chłopcy mówią , że dzisiaj o 21.00 zaczyna się uroczysty bal, kogoś tam. Nie mówili kogo. I zaprosili nas.- oznajmiła.
- To zaraz trzeba powyciągać z szafy jakieś sukienki.
- U kogo zaczynamy?
- Przynieś wszystkie swoje sukienki i chodź do mnie. Wybierzemy ci najlepszą :)
- I tobie też.
- Właśnie, to leć.
- No idę, idę.
Shay wybiegła z mojego domu po swoje sukienki.
--------------
- Chętna?- zapytał z zadziornym uśmiechem.
Wyciągnęłam ręce i oplotłam nimi jego kark.
- Na co?- uśmiechnęłam się.
Przybliżał się do mnie powooli.
- Na to..- wymruczał swoim seksownym głosem, pociągnęłam go błyskawicznie na siebie. Wpiliśmy się w swoje usta i całowaliśmy się bardzo namiętnie.
- Jesteś taka pociągająca- wychrypiał w przerwach.
- Co, chcesz powtórzyć noc?- spojrzałam na niego zadziornie i czując ciepło jego ciała, gorący oddech na mnie, położyłam dłonie na jego biodrach i błądziłam nimi po jego ciele. Pocałował mnie jeszcze raz i popatrzył pożądliwym wzrokiem.
***
- Czekaj , Harry- wyjąkałam więc przestał. Byłam cała czerwona i potargana.
- Niee, błagam Cię- jęknął. Przeczesał dłonią po swoich równie potarganych włosach.
- Muszę otworzyć drzwi- zaśmiałam się. Założyłam swój brązowy szlafrok, a Harry swoje czarne bokserki i zerwał się za mną. Objął mnie od tyłu w pasie i lekko kołysząc sprzedawał mi pocałunki w szyję. Zaczęłąm się z niego śmiać, a potem zaczął całować mnie namiętniej z szyi na obojczyk, z obojczyka na szyję, aż wyrwał mi się cichy jęk, a Harry się uśmiechnął.
- Nie sądziłem, że tak ci się to podoba.- szepnął mi do ucha.
- Drzwi - przypomniałam mu.
Westchnął ciężko i wywrócił teatralnie oczami, ale nie wypuszczając mnie z objęć podszedł ze mną do drzwi.
Otworzyłam je, a tam stał wkurzony kierownik motelu. Harry zignorował go i całował mnie dalej. Pociągało mnie to, ale przy kierowniku nie wypadało rzucić się na Hazzę i go całować, co nie?
- O co chodzi?- zapytałam po chwili.
- Obudziliście cały motel!! Jest 7.00 rano, a wczoraj w nocy goście nie mogli spać!!!- awanturował się pan Grey. - Myślicie , że każdy chce słuchać waszych jęków?!
Harry przeniósł na niego swój wzrok.
- Tak, bo pan niestety nie ma szans na swoje życie seksualne- oznajmił spokojnie patrząc na niego z lekką pogardą.
Zakryłam usta dłonią.
- Słucham?!
Harry miał coś wtrącić, ale byłam szybsza:
- Nie będziemy już.
Nie czekając na odpowiedź, zamknęłam drzwi i odwróciłam się teatralnie do Harry'ego.
- Bezczelu!- zaśmiałam się.
- No co?
- Nie można komuś mówić takich rzeczy.
- Ja mogę - pokazał mi język.
- Dobra, ja się ubieram..- chciałam dokończyć zdanie
- Zwariowałaś?- wtrącił i polazł do łóżka. Poklepał miejsce obok siebie.
- Dobra, na 10 minut?
Skrzywił się.
- 2 godziny?
- Nie, Harry..
- Jest 7.00 rano - jęczał.
- Dobra, pół godziny?
- Niech Ci już będzie.- skrzywił się, ale uśmiechnął kiedy weszłam i przykryłam się kołdrą.
Objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego.
- Jednej rzeczy nie rozumiem..
Spojrzał na mnie pytająco - Jakiej?
- Czemu przytulaliście się z Shay i całowałeś ją w czoło...
- Ona nie chciała spać z Lou, bo ją chciał zgwałcić, a ja ją pocieszałem bo aż dygotała z nerwów.
- Aha..
- A ja też czegoś nie rozumiem.
- Czego?
- Czemu całowałaś się z Louisem?
- Chciał wzbudzić zazdrość w Shay.
- Czekaj, w Shay?
- Tak, dlatego zerwał z Eleanor. Ale ona chyba powoli dochodzi do siebie.
- Właśnie to sobie chciałem z tobą wyjaśnić, tutaj bo w domu byłoby za dużo hałasu..Ale nie wyjaśniliśmy sobie tego wczoraj, bo...- zarumienił się i udawał, że kaszle - Wiesz..
Ja też się zarumieniłam.
- Wiem.
- Ale..- popatrzył mi głęboko w oczy i przysunął się bardziej do mnie - Było warto zaczekać z tym do rana.
- Ja nawet nie wiedziałam, że to się wydarzy - zmarszczyłam brwi, a on się uroczo zaśmiał.
- Tak? Ja też..Działałem pod wpływem impulsu.
- Powinnam była cię odepchnąć, ale zawsze chciałam żebyś mnie pocałował.
Nie wierzę, że mu się do tego przyznałam...
- Serio? Ja tak samo.
- I teraz ci chyba mogę to powiedzieć..
- No, dawaj.
- K-K...K-kocham Cię..- wyjąkałam. - A ty czujesz to samo czy jestem kolejną dziewczyną, którą zaciągasz do łóżka?
Popatrzył na mnie i ciężko westchnął. W tym momencie coś się pode mną ugięło, oczy zaszły mi łzami.
- A jednak..
Wstałam z łóżka.
- Ej, gdzie idziesz?
- Do łazienki, ubrać się. A potem jak najdalej od ciebie.- głos mi się łamał. Trzasnęłam drzwiami łazienki.
**
- Idziemy?
- Mam iść tobą? Zwariowałeś? - przegryzł dolną wargę - Będę się czuła lepiej kiedy nie będę musiała już ciebie oglądać.
- Przestań, Jules..
- Daj telefon- powiedziałam chłodno.
- Po co?
- Daj - powtórzyłam. Podał mi komórkę , zadzwoniłam do Louisa.
< Z perspektywy Lou>
Odebrałem telefon. Harry.
- Czego chcesz?- przywitałem się oschle.
- To ja - usłyszałem Jules.
- E..Jules?
- Bateria mi padła w mojej komórce.
- Aa..
- Nie ważne. Możesz przyjechać po mnie i Harry'ego pod motel?
- Tak, zaraz będę.
< Z mojej perspektywy>
- Jedzie już- podałam chłopakowi telefon
Spojrzał na mnie jeszcze raz.
- Nie gap się tak n mnie- wycedziłam
- Gapiłem się na ciebie dogłębnie całą noc i cały ranek, teraz to chyba nie robi różnicy , prawda?
Spojrzałam na niego oschle.
- Zapomnij o moich słowach, zapomnij najlepiej o wczorajszym i dzisiejszym dniu.
Złapał moje łokcie i spojrzał w oczy.
- Nie mogę o tym zapomnieć.
Wyrwałam się od niego.
- Ależ możesz.
Miał coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy pisk opon samochodu. Dostrzegłam głowę Lou wychyloną przez szybę.
- Wsiadaj - popatrzył na mnie z wesołym uśmieszkiem.
Harry odkaszlnął.
- Ja też tu jestem.
- Możesz iść piechotą.- oznajmił mu ze sztucznym uśmiechem. Na tylnym siedzeniu zobaczyłam kogoś jeszcze. Eleanor , która promiennie się do mnie uśmiechnęła.
- El?!
- Mhm..
- Co ty tu robisz?- zapytałam pakując się do niej na tylne siedzenia. Harry poszedł na siedzenie obok Louisa.
- Znaczy, że co tu robię z Louisem?- poprawiła mnie.
Speszyłam się. - Skoro ty tak to ujmujesz.
- Chciałam iść pod ten motel do was, bo wiem jak bardzo jesteś zła na Hazzę i że z nim tam długo nie wytrzymasz..
- Nie myliłaś się- wtrąciłam specjalnie głośno, by Harry usłyszał wyraźnie.
Harry prychnął z pogardą.
- Opowiesz jej coś ciekawego?
Zacisnęłam zęby.
- Lou co tam u ciebie?- zapytałam zamiast dać odpowiedzi.
- No, podwiozłem Eleanor przy okazji, chociaż się upierała jak osioł.- spojrzał w lusterko, a El zmarszczyła brwi, on to widział więc ona zwróciła się do mnie.
- Wsadził mnie do auta.
Zaśmiałam się. Ona jednak była poważna.
- Dosłownie.
Wychyliłam się do przodu.
- Loui! - zaczęłam się śmiać.
- No co? Nie mogłem pozwolić, by szła długą drogę piechotą widząc to.
- Tak się zachowuje...- spojrzałam celowo na Hazzę. - Prawdziwy facet.
Mierzyliśmy się wściekłymi spojrzeniami, a Eleanor patrzyła na nas zaniepokojona. Lou też zerkał.
*
Dojechaliśmy do domu. El i ja miałyśmy do siebie bardzo blisko. Stałyśmy pod twoim domem.
- Co zaszło między tobą a Styles'em?
Spuściłam wzrok. Zasłoniła na moment usta ręką i wytrzeszczyła oczy.
- Nie wierzę!- mówiła przez lekki śmiech. - Spaliście ze sobą?
- Chwila słabości - odparłam . Opowiedziałam jej za co się pokłóciliśmy.
- A to cham...ale cóż powodzenia ci życzę. Muszę spadać do Peppera , lecę z nim do weterynarza .- przytuliła mnie na pożegnanie i przeszła na drugą stronę ulicy.
- A co mu jest? - krzyknęłam.
Uśmiechnęła się.
- Biegunka - odkrzyknęła.
Zaśmiałam się i weszłam do domu.
Tam czekała na mnie..Shay. Rzuciłam torbę na kanapę i zamknęłam drzwi.
- A jak ty się tu dostałaś? Drzwi były zamknięte.
- Ale okna nie.
Wzięłam ze stołu notatnik i długopis i zaczęłam zapisywać.
- Co robisz?
- Piszę..- podniosłam ton - Żeby zamykać okna na przyszłość, na wypadek gdybyś się włamała do mojego domu!
- Ja chcę cię bardzo przeprosić. Bardzo, bardzo, bardzo.
Odwróciłam wzrok.
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką.
- Tak, to czemu dowiaduję się o zajściu w barze ostatnia?
- Bo nie wiedziałam jak zareagujesz.
- Pocieszyłabym Cię.
- Nie...- przeciągnęła - Pamiętasz Lenny'ego?
- Jetkinsa ?
- Mhm.
- Tak, byłaś z nim rok temu. I co?
- I jak ci powiedziałam, że zdradził mnie z Betty Dean to poszłaś , zrobiłaś mu awanturę i walnęłaś z liścia w twarz.- wypomniała.
Spojrzałam w sufit jak na retrospekcji. Zatrzęsłam się jakby przeszły po mnie dreszcze.
- Uu..pamiętam.
- I bałam się, że tak zrobisz Louisowi , a on ma zbyt ładną buźkę by ją kaleczyć.
- Nie zrobiłabym tego Louisowi, a poza tym...KOCHASZ SIĘ W NIM?!!
- Nieeee - uniosła ręce w geście obronnym - Niee.
Podniosłam brew.
- Wcale kur*a
- No wcale.
- Czyli co, zgoda?- zapytała.
Rozłożyłam ręce.
- Chodź do mnie.
Podbiegła i mnie przytuliła.
- A właśnie chłopcy mówią , że dzisiaj o 21.00 zaczyna się uroczysty bal, kogoś tam. Nie mówili kogo. I zaprosili nas.- oznajmiła.
- To zaraz trzeba powyciągać z szafy jakieś sukienki.
- U kogo zaczynamy?
- Przynieś wszystkie swoje sukienki i chodź do mnie. Wybierzemy ci najlepszą :)
- I tobie też.
- Właśnie, to leć.
- No idę, idę.
Shay wybiegła z mojego domu po swoje sukienki.
--------------
piątek, 24 sierpnia 2012
Rozdział 7
- A co nie mogę już pocałować dziewczyny, która mi się podoba.?- zapytał specjalnie Louis.
- Nie.- stanowczo zaprotestował Harry. Spojrzałam na niego wyczekująco, że może w tej chwili coś o mnie powie.
- Tak? A to niby dlaczego?- ciągnął dalej Lou.
- Bo w tym momencie zdradzasz Eleanor.!
Westchnęłam teatralnie , przegryzłam dolną wargę i machnęłam zrezygnowanie ręką w stronę Hazzy.
- Piernicz się.- odparłam chłodno.
Poszłam na górę do pokoju Louisa. I Shay i Harry mieli zdezorientowane miny. Louis patrzył na nich z pogardą.
- Co się tak lampisz? Ja powinnam tak patrzeć na ciebie- odezwała się Shay.
- Tak? A co ja ci znowu zrobiłem?!
Harry podszedł do niego szybkim krokiem i płynnym ruchem złapał go za ramiona i zaczął nim potrząsać.
- Próbowałeś ją zgwałcić wtedy w barze, człowieku!
- Co?- spojrzał na niego i na nią- Zabierz łapy , Harry- warknął.
- Tak? A bo co mi zrobisz?- wycedził Styles.
Spojrzeli na siebie tak wrogo jak nigdy.
Shay stała i patrzyła na nich z przerażeniem.
< Perspektywa Shay>
Nie chciałam by do TEGO doszło..ale Louis powinien mieć nauczkę. Rzucili się na siebie z pięściami i wtym momencie weszli chłopcy z Eleanor. Zayn podbiegł i odciągnął Harry'ego od Louisa, z kolei Niall odczepił Lou od Hazzy. Liam podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
- Wiedzą?
Skinęłam twierdząco głową. Eleanor podbiegła do Louisa.
- Co się tu dzieje? Ktoś mi to wyjaśni?!
No i Harry z Louisem zaczęli się głośno wyzywać, a na dół aż zbiegła Jules.
< Moja perspektywa>
- Co do cholery?!
- Nie wiem..- rzuciła El.
- Ten kołek próbował ją zgwałcić w tym barze, to się stało!- krzyczał Harry.
- CO?!- powiedziałyśmy równocześnie z Eleanor, Zaynem i Niallem.
- Louis , nie mówiłeś mi o tym..- powiedziałam cicho, łamiącym się głosem.
- Bo sam tego nie wiedziałem..
- Byłeś pijany, ale żeby dopuścić się do tego?- syknął Harry.
- Nie wiedziałem, że będę do tego zdolny!! - krzyknął na cały głos.
Eleanor stała jak sparaliżowana.
- El..ja już tak dłużej nie mogę- powiedział wreszcie zażenowanym tonem Lou - Ja już tego nie czuję..
- Jak to?- jąkała się.
- Przykro mi , Eleanor, ale..zrywam z tobą.
Wszyscy zamarli, a El cisnęły z oczu łzy.
- Nie wierzę, kochałam Cię Louis! - krzyczała , a płacz ją przyduszał - Odpierniczcie się wszyscy ode mnie!- wybiegła z domu.
- El!- chciałam pobiec za nią, ale Zayn złapał mnie za ramiona i mocno do siebie przytulił.
- Zostaw ją w spokoju, musi przemyśleć pewne sprawy..
Teraz to i ja zaczęłam płakać. Louis wbił wzrok w ziemię, a pozostali patrzyli na mnie i na Zayna wyczekująco. Na Tomlinsona też zerkali.
Patrzyłam z pogardą na Shay i Harry'ego.
- Wiedział Harry, wiedział Liam...Ja pewnie dowiedziałabym się ostatnia - powiedziałam rozżalonym, chłodnym tonem i przełknęłam ślinę.
Shay podeszła do mnie wolno - Jules..
- Nie nazywaj mnie tak! Nie odzywaj się do mnie nawet słowem,rozumiesz?!- krzyczałam tak jak El przez płacz i to sprawiło, że Zayn przytulił mnie mocniej.
- Sh...- uciszał mnie szeptem.
- Dobra, po kogo jesteś stronie?- zapytał Harry.
- Co?
- Ja, Shay, Liam i Niall jesteśmy za tym, że Shay ma rację nie odzywając się na Lou, bo on nie powinien był się tego dopuścić- wytłumaczył.
Louis prychnął z pogardą.
- Ale tematy..
Spojrzałam jeszcze raz na nich.
- Jestem po stronie Louisa.
- CO?- powtórzyli zdumieni.
- A ty Zayn?- wyjąkała Shay.
- Po stronie Lou. Był narąbany, a każdy po pijaku może zrobić coś czego nie chce.
Wyrwałam się już z uścisku Zayna i wybiegłam z domu.
*
Stałam pod drzwiami Eleanor. Zadzwoniłam dzwonkiem, a ona otworzyła mi cała zapłakana, ja też byłam zapłakana. Bez słowa przytuliłyśmy się w progu. Długo to trwało.
Weszłyśmy do środka i usiadłyśmy na kanapie.
- Co ci się stało?- zapytała cicho.
Opowiedziałam o Shay.
- Od początku jej nie lubiłam, a teraz wydało się jaka ona jest.- skomentowała El.
- Nie jest taka okropna, ale nie wiem czy za to się do niej szybko odezwę.
Dziewczyna poklepała mnie po ramieniu.
- Nienawidzę go...
Spojrzałam na nią bezradnie.
- Louisa ? Za co..?
Spojrzała mi prosto w oczy, a z jej oczu popłynęły łzy.
- Nienawidzę go za to, że go tak kocham- powiedziała prawie załzawionym szeptem. I wtedy coś zrozumiałam. Ona uświadomiła mi jedną rzecz. Ta moja dzisiejsza nienawiść do Harry'ego ...nienawidzę go za to, że cholernie go kocham. W końcu to zrozumiałam. Ale nie powiem mu tego... nie będę się przyznawać, a poza tym on nie czuje tego samego. . . - Chociaż mnie tak cholernie zranił, ja go kocham- dokończyła Eleanor.
- Myślę, że powinnaś znaleźć kogoś innego..- poradziłam jej i wytarłam jej chusteczką łzy. Ona wytarła moje.
- Nic nie ukoi mojego bólu - powiedziała.
- Mojego też..- przytaknęłam.
Spojrzała na mnie nagle. - Zjemy lody?
Podniosłyśmy się z kanapy.
- Zjemy, zjemy - odpowiedziałam ochoczo.
Przyjaciółka wyjęła lody z zamrażarki i zaczęłyśmy jeść. W swoim towarzystwie jakoś się pocieszyłyśmy, uspokoiłyśmy trochę, plotkowałyśmy o chłopakach, gadałyśmy i wygłupialiśmy się aż do wieczora.
- El, gdzie masz łazienkę?- zapytałam.
- Soczek, prawda?
- Tak, za dużo go- zaśmiałam się.
- Na górę, korytarzem prosto i po lewej - uśmiechnęła się.
- Dzięki.
*
- Jules, dostałaś wiadomość!- krzyknęła.
- Już schodzę.
Kolejny brzęczyk kolejnej wiadomości.
- Dwie..trzy...cztery..Masz cztery wiadomości!
Zbiegłam na dół i wzięłam od niej telefon.
Otworzyłam pierwszą wiadomość.
Przepraszam..ale to tylko drobnostka..nie masz się o co złościć.
Shay <3
Zignorowałam ją, druga wiadomość.
Gdzie jesteś? Nie jesteś na mnie chyba zła, prawda? :(
Loui ♥
Nie, nie jestem. A powiało mnie do Eleanor. Ona się na ciebie złości. Ty masz moje i Zayna poparcie ;)
Jules ;*
Dzięki, jesteś kochana. I powiedz Eleanor , że nie chciałem jej tak potraktować, po prostu nie czuje tego samego co kiedyś...
Loui ♥
Dobsz..
Jules ;*
Przekazałam Calder wiadomość.
- Jaja sobie robi czy co?- prychnęła.
Zaśmiałam się.
- Nie, ale naprawdę jest mu przykro.
Pokręciła przecząco głową. Ja zabrałam się za odczytywanie wiadomości nr.3 , a ona usiadła na kanapę oglądać Parental Control ( Co na to tato?) . Otworzyłam kolejną wiadomość.
Wiem, że Lou do ciebie to napisał, ale ja chcę się upewnić gdzie jesteś...Martwię się o ciebie ;*
Dj Malik <33
U Eleanor. Jemu też to pisałam..i dzięki?
Jules ;*
Za co?
Dj Malik <33
No, że się tak mną przejmujesz..
Jules ;*
Nie ma sprawy ;) Od czego są najlepsi przyjaciele?
Dj Malik <33
:) :)
Jules ;*
W końcu otworzyłam wiadomość nr.4:
Jest już ciemno..chciałbym z tobą porozmawiać i to jak najszybciej. Spotkajmy się w parku zaraz, proszę.?
Harry.xx
Człowieku, odpierdziel się ode mnie..
Jules ;*
Gdybym tak zrobił nie byłbym sobą :D
Harry . xx
Ale ty serio nie rozumiesz , że mam dość oglądania ciebie?
Jules ;*
Czekam w parku ;p
Harry.xx
DOBRA!
Jules ;*
-El, muszę iść.
- No ok, a gdzie?
- Na spotkanie z Harrym- odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Zaśmiała się.- A jednak?
Przechyliłam lekko głowę, by spojrzeć jej w oczy - Nie prowokuj mnie.
Poklepała mnie po ramieniu - Dobsz, dobsz.
Przytuliłam ją, pożegnałyśmy się i poszłam do parku.
**
Szłam w stronę fontanny, przy której dostrzegłam zarysy chłopaka. Podchodziłam bliżej, oświetlałam drogę komórką. Zobaczyłam jak jest ubrany. Czarne rurki, biała koszulka, szczęśliwa bransoletka, krótki naszyjnik jaki to często nosi i białe conversy.
- Zajebiście..- bełkotałam sobie pod nosem - Po prostu zajebiście..
To, że tak bosko wyglądał, ogólnie był boski utrudniało mi zachowanie obojętności i chłodu.
Podeszłam do niego i spojrzałam na niego beznamiętnie - Cześć.
Uśmiechnął się tajemniczo. Nie widziałam tego za bardzo, mogłam go ponownie oświetlić komórką , ale bateria mi padła więc.. No, ale czułam ten tajemniczy uśmiech.
- Nocujemy dzisiaj w motelu - oznajmił.
- Czy ciebie pogięło?! Ja pieniędzy przy sobie nie mam!
- Ja zapłacę - odparł obojętnie i beztrosko.
- Tsaa...oczywiście. - wymamrotałam.
- Daj mi rękę.- wyciągnął swoją dłoń.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się sztucznie - Nie.
- Serio chcesz to tak ciągnąć?- westchnął - Chcesz być złośliwa i wredna?
- Tak, bez ograniczeń - odparłam dumnie- Przez tą noc w motelu nie będziesz miał ze mną łatwo. Będę pyskowała i robiła wszystko na odwrót niż powiesz.
- Bez ograniczeń?- powtórzył
- Mhm.
- Dobra, chodź do tego motelu.
Szliśmy, na szczęście ulice były oświetlone latarniami. Była 23.00 .
- Posłuchaj, nie wiem co ja ci zrobiłem..- zaczął.
Ja widziałam doskonale jego, a on mnie. Akurat miałam na sobie dżinsowe spodenki z ćwiekami i podwyższonym stanem, białą bokserkę , sznurowane, czarne skórzane botki na obcasie , kilka bransoletek i czarną , dużą torbę. Włosy rozpuściłam. Lekko falowane opadały mi na ramiona.
- Nie jest ci zimno? Na ramiączka..
- A ci nie jest zimno na krótki rękaw?- zapytałam zirytowana.
Westchnął ciężko .
- Pytam się czy nie jest ci zimno, więc odpowiedz.
- Nie interesuj się.
- Jaka milutka - skomentował sarkastycznie Harry.
Byliśmy dla siebie złośliwi, bezczelni..
Doszliśmy do motelu, wynajęliśmy ten pokój i Harry uchylił drzwi.
Weszłam i zanim zdążyłam się rozejrzeć byłam już przywarta do ściany. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a Harry wpił się jak wygłodniały w moje usta. Nasze pocałunki stawały się coraz gorętsze. Zrzuciliśmy z siebie ciuchy , Harry błądził swoimi dużymi dłońmi po moich plecach. Przeniósł mnie na łóżko.
Oderwałam się na chwilkę od jego ust.
- Czekaj, czekaj. Chwila - spojrzał na mnie cierpliwie.
- Hm?
- Ja nie miałam Cię całować i nie miałam z tobą robić innych rzeczy.
Zmarszczył brwi.
- Grać w Monopoly?
Spojrzałam na niego z politowaniem.
- Dobrze, że chociaż przystojny jesteś.
Zaczęłam się z niego śmiać, a on położył mnie na sobie.
- Dostaniesz za to.- uśmiechnął się cwanie.
- Tiaa? A niby jak?
Posłał mi zadziorne spojrzenie i znowu zaczął mnie całować namiętnie,namiętniej..
-----------------------------------------
No i jest...te 7 opowiadanie. Hope You Like It.
- Nie.- stanowczo zaprotestował Harry. Spojrzałam na niego wyczekująco, że może w tej chwili coś o mnie powie.
- Tak? A to niby dlaczego?- ciągnął dalej Lou.
- Bo w tym momencie zdradzasz Eleanor.!
Westchnęłam teatralnie , przegryzłam dolną wargę i machnęłam zrezygnowanie ręką w stronę Hazzy.
- Piernicz się.- odparłam chłodno.
Poszłam na górę do pokoju Louisa. I Shay i Harry mieli zdezorientowane miny. Louis patrzył na nich z pogardą.
- Co się tak lampisz? Ja powinnam tak patrzeć na ciebie- odezwała się Shay.
- Tak? A co ja ci znowu zrobiłem?!
Harry podszedł do niego szybkim krokiem i płynnym ruchem złapał go za ramiona i zaczął nim potrząsać.
- Próbowałeś ją zgwałcić wtedy w barze, człowieku!
- Co?- spojrzał na niego i na nią- Zabierz łapy , Harry- warknął.
- Tak? A bo co mi zrobisz?- wycedził Styles.
Spojrzeli na siebie tak wrogo jak nigdy.
Shay stała i patrzyła na nich z przerażeniem.
< Perspektywa Shay>
Nie chciałam by do TEGO doszło..ale Louis powinien mieć nauczkę. Rzucili się na siebie z pięściami i wtym momencie weszli chłopcy z Eleanor. Zayn podbiegł i odciągnął Harry'ego od Louisa, z kolei Niall odczepił Lou od Hazzy. Liam podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
- Wiedzą?
Skinęłam twierdząco głową. Eleanor podbiegła do Louisa.
- Co się tu dzieje? Ktoś mi to wyjaśni?!
No i Harry z Louisem zaczęli się głośno wyzywać, a na dół aż zbiegła Jules.
< Moja perspektywa>
- Co do cholery?!
- Nie wiem..- rzuciła El.
- Ten kołek próbował ją zgwałcić w tym barze, to się stało!- krzyczał Harry.
- CO?!- powiedziałyśmy równocześnie z Eleanor, Zaynem i Niallem.
- Louis , nie mówiłeś mi o tym..- powiedziałam cicho, łamiącym się głosem.
- Bo sam tego nie wiedziałem..
- Byłeś pijany, ale żeby dopuścić się do tego?- syknął Harry.
- Nie wiedziałem, że będę do tego zdolny!! - krzyknął na cały głos.
Eleanor stała jak sparaliżowana.
- El..ja już tak dłużej nie mogę- powiedział wreszcie zażenowanym tonem Lou - Ja już tego nie czuję..
- Jak to?- jąkała się.
- Przykro mi , Eleanor, ale..zrywam z tobą.
Wszyscy zamarli, a El cisnęły z oczu łzy.
- Nie wierzę, kochałam Cię Louis! - krzyczała , a płacz ją przyduszał - Odpierniczcie się wszyscy ode mnie!- wybiegła z domu.
- El!- chciałam pobiec za nią, ale Zayn złapał mnie za ramiona i mocno do siebie przytulił.
- Zostaw ją w spokoju, musi przemyśleć pewne sprawy..
Teraz to i ja zaczęłam płakać. Louis wbił wzrok w ziemię, a pozostali patrzyli na mnie i na Zayna wyczekująco. Na Tomlinsona też zerkali.
Patrzyłam z pogardą na Shay i Harry'ego.
- Wiedział Harry, wiedział Liam...Ja pewnie dowiedziałabym się ostatnia - powiedziałam rozżalonym, chłodnym tonem i przełknęłam ślinę.
Shay podeszła do mnie wolno - Jules..
- Nie nazywaj mnie tak! Nie odzywaj się do mnie nawet słowem,rozumiesz?!- krzyczałam tak jak El przez płacz i to sprawiło, że Zayn przytulił mnie mocniej.
- Sh...- uciszał mnie szeptem.
- Dobra, po kogo jesteś stronie?- zapytał Harry.
- Co?
- Ja, Shay, Liam i Niall jesteśmy za tym, że Shay ma rację nie odzywając się na Lou, bo on nie powinien był się tego dopuścić- wytłumaczył.
Louis prychnął z pogardą.
- Ale tematy..
Spojrzałam jeszcze raz na nich.
- Jestem po stronie Louisa.
- CO?- powtórzyli zdumieni.
- A ty Zayn?- wyjąkała Shay.
- Po stronie Lou. Był narąbany, a każdy po pijaku może zrobić coś czego nie chce.
Wyrwałam się już z uścisku Zayna i wybiegłam z domu.
*
Stałam pod drzwiami Eleanor. Zadzwoniłam dzwonkiem, a ona otworzyła mi cała zapłakana, ja też byłam zapłakana. Bez słowa przytuliłyśmy się w progu. Długo to trwało.
Weszłyśmy do środka i usiadłyśmy na kanapie.
- Co ci się stało?- zapytała cicho.
Opowiedziałam o Shay.
- Od początku jej nie lubiłam, a teraz wydało się jaka ona jest.- skomentowała El.
- Nie jest taka okropna, ale nie wiem czy za to się do niej szybko odezwę.
Dziewczyna poklepała mnie po ramieniu.
- Nienawidzę go...
Spojrzałam na nią bezradnie.
- Louisa ? Za co..?
Spojrzała mi prosto w oczy, a z jej oczu popłynęły łzy.
- Nienawidzę go za to, że go tak kocham- powiedziała prawie załzawionym szeptem. I wtedy coś zrozumiałam. Ona uświadomiła mi jedną rzecz. Ta moja dzisiejsza nienawiść do Harry'ego ...nienawidzę go za to, że cholernie go kocham. W końcu to zrozumiałam. Ale nie powiem mu tego... nie będę się przyznawać, a poza tym on nie czuje tego samego. . . - Chociaż mnie tak cholernie zranił, ja go kocham- dokończyła Eleanor.
- Myślę, że powinnaś znaleźć kogoś innego..- poradziłam jej i wytarłam jej chusteczką łzy. Ona wytarła moje.
- Nic nie ukoi mojego bólu - powiedziała.
- Mojego też..- przytaknęłam.
Spojrzała na mnie nagle. - Zjemy lody?
Podniosłyśmy się z kanapy.
- Zjemy, zjemy - odpowiedziałam ochoczo.
Przyjaciółka wyjęła lody z zamrażarki i zaczęłyśmy jeść. W swoim towarzystwie jakoś się pocieszyłyśmy, uspokoiłyśmy trochę, plotkowałyśmy o chłopakach, gadałyśmy i wygłupialiśmy się aż do wieczora.
- El, gdzie masz łazienkę?- zapytałam.
- Soczek, prawda?
- Tak, za dużo go- zaśmiałam się.
- Na górę, korytarzem prosto i po lewej - uśmiechnęła się.
- Dzięki.
*
- Jules, dostałaś wiadomość!- krzyknęła.
- Już schodzę.
Kolejny brzęczyk kolejnej wiadomości.
- Dwie..trzy...cztery..Masz cztery wiadomości!
Zbiegłam na dół i wzięłam od niej telefon.
Otworzyłam pierwszą wiadomość.
Przepraszam..ale to tylko drobnostka..nie masz się o co złościć.
Shay <3
Zignorowałam ją, druga wiadomość.
Gdzie jesteś? Nie jesteś na mnie chyba zła, prawda? :(
Loui ♥
Nie, nie jestem. A powiało mnie do Eleanor. Ona się na ciebie złości. Ty masz moje i Zayna poparcie ;)
Jules ;*
Dzięki, jesteś kochana. I powiedz Eleanor , że nie chciałem jej tak potraktować, po prostu nie czuje tego samego co kiedyś...
Loui ♥
Dobsz..
Jules ;*
Przekazałam Calder wiadomość.
- Jaja sobie robi czy co?- prychnęła.
Zaśmiałam się.
- Nie, ale naprawdę jest mu przykro.
Pokręciła przecząco głową. Ja zabrałam się za odczytywanie wiadomości nr.3 , a ona usiadła na kanapę oglądać Parental Control ( Co na to tato?) . Otworzyłam kolejną wiadomość.
Wiem, że Lou do ciebie to napisał, ale ja chcę się upewnić gdzie jesteś...Martwię się o ciebie ;*
Dj Malik <33
U Eleanor. Jemu też to pisałam..i dzięki?
Jules ;*
Za co?
Dj Malik <33
No, że się tak mną przejmujesz..
Jules ;*
Nie ma sprawy ;) Od czego są najlepsi przyjaciele?
Dj Malik <33
:) :)
Jules ;*
W końcu otworzyłam wiadomość nr.4:
Jest już ciemno..chciałbym z tobą porozmawiać i to jak najszybciej. Spotkajmy się w parku zaraz, proszę.?
Harry.xx
Człowieku, odpierdziel się ode mnie..
Jules ;*
Gdybym tak zrobił nie byłbym sobą :D
Harry . xx
Ale ty serio nie rozumiesz , że mam dość oglądania ciebie?
Jules ;*
Czekam w parku ;p
Harry.xx
DOBRA!
Jules ;*
-El, muszę iść.
- No ok, a gdzie?
- Na spotkanie z Harrym- odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Zaśmiała się.- A jednak?
Przechyliłam lekko głowę, by spojrzeć jej w oczy - Nie prowokuj mnie.
Poklepała mnie po ramieniu - Dobsz, dobsz.
Przytuliłam ją, pożegnałyśmy się i poszłam do parku.
**
Szłam w stronę fontanny, przy której dostrzegłam zarysy chłopaka. Podchodziłam bliżej, oświetlałam drogę komórką. Zobaczyłam jak jest ubrany. Czarne rurki, biała koszulka, szczęśliwa bransoletka, krótki naszyjnik jaki to często nosi i białe conversy.
- Zajebiście..- bełkotałam sobie pod nosem - Po prostu zajebiście..
To, że tak bosko wyglądał, ogólnie był boski utrudniało mi zachowanie obojętności i chłodu.
Podeszłam do niego i spojrzałam na niego beznamiętnie - Cześć.
Uśmiechnął się tajemniczo. Nie widziałam tego za bardzo, mogłam go ponownie oświetlić komórką , ale bateria mi padła więc.. No, ale czułam ten tajemniczy uśmiech.
- Nocujemy dzisiaj w motelu - oznajmił.
- Czy ciebie pogięło?! Ja pieniędzy przy sobie nie mam!
- Ja zapłacę - odparł obojętnie i beztrosko.
- Tsaa...oczywiście. - wymamrotałam.
- Daj mi rękę.- wyciągnął swoją dłoń.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się sztucznie - Nie.
- Serio chcesz to tak ciągnąć?- westchnął - Chcesz być złośliwa i wredna?
- Tak, bez ograniczeń - odparłam dumnie- Przez tą noc w motelu nie będziesz miał ze mną łatwo. Będę pyskowała i robiła wszystko na odwrót niż powiesz.
- Bez ograniczeń?- powtórzył
- Mhm.
- Dobra, chodź do tego motelu.
Szliśmy, na szczęście ulice były oświetlone latarniami. Była 23.00 .
- Posłuchaj, nie wiem co ja ci zrobiłem..- zaczął.
Ja widziałam doskonale jego, a on mnie. Akurat miałam na sobie dżinsowe spodenki z ćwiekami i podwyższonym stanem, białą bokserkę , sznurowane, czarne skórzane botki na obcasie , kilka bransoletek i czarną , dużą torbę. Włosy rozpuściłam. Lekko falowane opadały mi na ramiona.
- Nie jest ci zimno? Na ramiączka..
- A ci nie jest zimno na krótki rękaw?- zapytałam zirytowana.
Westchnął ciężko .
- Pytam się czy nie jest ci zimno, więc odpowiedz.
- Nie interesuj się.
- Jaka milutka - skomentował sarkastycznie Harry.
Byliśmy dla siebie złośliwi, bezczelni..
Doszliśmy do motelu, wynajęliśmy ten pokój i Harry uchylił drzwi.
Weszłam i zanim zdążyłam się rozejrzeć byłam już przywarta do ściany. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a Harry wpił się jak wygłodniały w moje usta. Nasze pocałunki stawały się coraz gorętsze. Zrzuciliśmy z siebie ciuchy , Harry błądził swoimi dużymi dłońmi po moich plecach. Przeniósł mnie na łóżko.
Oderwałam się na chwilkę od jego ust.
- Czekaj, czekaj. Chwila - spojrzał na mnie cierpliwie.
- Hm?
- Ja nie miałam Cię całować i nie miałam z tobą robić innych rzeczy.
Zmarszczył brwi.
- Grać w Monopoly?
Spojrzałam na niego z politowaniem.
- Dobrze, że chociaż przystojny jesteś.
Zaczęłam się z niego śmiać, a on położył mnie na sobie.
- Dostaniesz za to.- uśmiechnął się cwanie.
- Tiaa? A niby jak?
Posłał mi zadziorne spojrzenie i znowu zaczął mnie całować namiętnie,namiętniej..
-----------------------------------------
No i jest...te 7 opowiadanie. Hope You Like It.
![]() |
| Ja pdl..nie mogłam nie wstawić :D |
wtorek, 21 sierpnia 2012
Rozdział 6
Rano otworzyłam oczy i zobaczyłam siebie w objęciach Louisa. Delikatnie wyślizgnęłam się spod jego ramienia by go nie obudzić. Wstałam z materaca i pościeliłam swoją połówkę. Podeszłam do jasnej drewnianej szafki przy łóżku Tomlinsona i wzięłam komórkę do ręki. Była godzina 9.33. Odwróciłam się, a Louis już rozgrzebał się na całym materacu i moje ścielenie poszło na nic.
- Wracaj mi tu z powrotem- rozkazał z zamkniętymi oczami.
- Mógłbyś powiedzieć gdzie?- wnerwiałam go z samego rana, więc podszedł do mnie , chwycił mnie w pasie, przerzucił przez ramię i usiadł ze mną na materacu.
- Odstawisz mnie matole?
Usiadłam teraz wygodnie obok niego. Przykryliśmy się kołdrą , bo w domu było nawet zimno.
- Jak poszło wczoraj z Harrym?- zapytał spragniony plotek.
- Masz może wodę Lou?
- Nie odbiegaj od tematu..Co ci się stało?
- Nic, już mówiłam- rzuciłam chłodno.
- Dobra, Jules co cię ugryzło..?- spojrzał na mnie zmartwiony.
Opowiedziałam jak widziałam wczoraj, że Harry i Shay mocno się przytulają, Harry pocałował ją w czoło...
- Tak się zachowują pary..- odrzekł smutny Lou.
- Jak ty i El niedawno.
- Właśnie zastanawiałem się czy nie zerwać z Eleanor..
Ożywiłam się.
- Louis! Wybij to sobie z głowy. Czemu ty chcesz to zrobić?
- Cały czas się kłócimy, a poza tym Shay jest ..taka..
- Nie kończ.
- Możesz mi pomóc ?
Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Niby w czym?
- Wzbudzić zazdrość w Shay.
- Nie. Eleanor się na mnie obrazi.
- Poprosimy chłopaków by ją czymś zajęli.
- Ale Lou..to nie fair..
- No proszę, Julees..- zrobił maślane oczka.
- Nie, ja nie kłamię.
- Aha, jak se chcesz. Ale potraktuj to jak prawdę przyprawioną odrobinką kłamstwa - uśmiechnął się.
- Louis- wspomniałam.
- Prooooooo- zaczął jęczeć, skrzyżowałam ręce - Szszszęęęę.
- DOBRA!- krzyknęłam w końcu.
Do pokoju wpadli Zayn i Niall.
- Co jest? Ambulans czy apteczka?!- krzyczał spanikowany Zayn.
Podbiegłam do niego szybko i zasłoniłam mu usta dłonią.
- Cicho, ty też nie wrzeszcz.
Zamuczał jak kot i " pokazał pazurki". Walnęłam się w czoło.
- Zostawię to bez komentarza Zayn.. Nikka jeszcze śpi.?
- A no właśnie..
- Gadaj- wysyczałam widząc, że coś ukrywa.
- Wyjechała kazała ci nie mówić. Bo byś nie pozwoliła. Pojechała z powrotem do Polski , tam będzie miała jakąś karierę..- powiedział jak nakręcony.
- Co za...ale dobra, zadzwonię do niej wieczorem. Teraz nie mam czasu.
0 O a co robicie?- zapytał ciekawsko Niall.
Louis opowiedział jak planujemy wzbudzić zazdrość w Shay.
- Czekaj, Lou.. Podrywasz Shay, jesteś z Eleanor, a śpisz na jednym materacu z Jules...- analizował Zayn i spojrzał na Louisa z cwaniackim uśmiechem - Louis..ty psiee.
Zaczęłam się śmiać, a Lou przybrał poważny wyraz twarzy. Zayn nadal patrzył na nas z tym samym uśmiechem, a Niall zrobił się czerwony i zaczął się śmiać.
- Zajmiecie czymś Eleanor, prooszę?- zapytał ich Louis.
- Może jej od razu powiemy, że ją rzucasz, co?- zapytał zirytowany Zayn.
- Nie fajnie stary- dodał nadal czerwony Nialler.
Wstałam i ustałam pośrodku chłopaków.
- Szczerze, Lou..to mi się ten pomysł też nie podoba, bo El to jednak moja przyjaciółka..
- Już się zgodziłaś- wypomniał mi Lou.
- Dobra- odrzekłam fochnięta .- Masz tu łazienkę , Lou?
- Nie, są dwie. Jedna na dole, a drugą się wchodzi przez pokój Hazzy.
No to poszłam na dół, bo do Harry'ego nie chciałam iść. Zapukałam w drzwi, ale tam siedział Liam. No i chyba miał P.R.O.B.L.E.M.Y fizjologiczne więc musiałam iść do..tamtego osobnika.
Weszłam do jego pokoju i siedział tam z Shay. Ona cały czas mu za coś dziękowała, on ją w dalszym ciągu obejmował. Gdy zobaczyli mnie trochę się wystraszyli.
- Co? Wyglądam tak okropnie po wstaniu?- zażartowałam sarkastycznie.
- Nie, nie o to chodzi- odpowiedział szybko Harry.
- Mhm...Skorzystam z łazienki, ok?
- Tak, jasne.
Weszłam przez drzwi i zaczęłam myć zęby. Usłyszałam głos Harry'ego , który mówił do Shay " Zaraz Wracam". A ona mu na to: Ok, ja idę do kuchni zrobić płatki, jestem trochę głodna.
No i pan Styles we własnej osobie pojawił się za mną i zamknął drzwi od łazienki. Szybko wypłukałam gardło.
- Wiesz, że nie wchodzi się do kibla kiedy ktoś tam jest?!
- Były otwarte, więc nie robiłaś nic ważnego.- powiedział bezczelnie.
- Harry..jaki ty szarmancki jesteś - powiedziałam ciętym tonem głosu.
- CO ci jest?- przybrał niezrozumiały wyraz twarzy.
Odłożyłam z hukiem szczoteczkę.
- Nie chcę o tym z tobą rozmawiać.
- Jestem twoim przyjacielem..
- Właśnie- rzuciłam i omijając go wyszłam z łazienki i poszłam przebrać się w normalne ciuchy .
**
Po ubraniu się zeszłam na dół i zobaczyłam jak Shay otwiera drzwi do wyjścia.
Harry szybko do niej zbiegł i złapał za ramiona.
- Lepiej już?
Uśmiechnęła się do niego.
- Tak, dzięki - pocałowała go w policzek.
Poczułam jakieś ukłucie w sercu. Lou też przybrał tępy wyraz twarzy. Chciałam zezłościć Hazzę i jednocześnie pomóc Louisowi. Mrugnęłam do niego " Czas na przedstawienie" , on do mnie " Yeah, kitten. the Show must go on".
- Loui..- zajęczałam na tyle głośno, by się odwrócili. Zayn, Liam i Niall wiedzieli, że muszą iść do El i ją czymś zająć.
- My idziemy- odparł Zayn- Do świata gier.
Wyszli, a Shay i Harry nadal na nas patrzyli, my zerkaliśmy na ich reakcję kątem oka.
Louis chwycił mnie w talii i namiętnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek.
Stali jak słupy.
- Doobra..o co wam chodzi?- zapytał Harry.
-------------------------------------
Sooooorki...że krótkie..znowu. Po prostu moje ręce nie napiszą dzisiaj więcej ;c
- Wracaj mi tu z powrotem- rozkazał z zamkniętymi oczami.
- Mógłbyś powiedzieć gdzie?- wnerwiałam go z samego rana, więc podszedł do mnie , chwycił mnie w pasie, przerzucił przez ramię i usiadł ze mną na materacu.
- Odstawisz mnie matole?
Usiadłam teraz wygodnie obok niego. Przykryliśmy się kołdrą , bo w domu było nawet zimno.
- Jak poszło wczoraj z Harrym?- zapytał spragniony plotek.
- Masz może wodę Lou?
- Nie odbiegaj od tematu..Co ci się stało?
- Nic, już mówiłam- rzuciłam chłodno.
- Dobra, Jules co cię ugryzło..?- spojrzał na mnie zmartwiony.
Opowiedziałam jak widziałam wczoraj, że Harry i Shay mocno się przytulają, Harry pocałował ją w czoło...
- Tak się zachowują pary..- odrzekł smutny Lou.
- Jak ty i El niedawno.
- Właśnie zastanawiałem się czy nie zerwać z Eleanor..
Ożywiłam się.
- Louis! Wybij to sobie z głowy. Czemu ty chcesz to zrobić?
- Cały czas się kłócimy, a poza tym Shay jest ..taka..
- Nie kończ.
- Możesz mi pomóc ?
Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Niby w czym?
- Wzbudzić zazdrość w Shay.
- Nie. Eleanor się na mnie obrazi.
- Poprosimy chłopaków by ją czymś zajęli.
- Ale Lou..to nie fair..
- No proszę, Julees..- zrobił maślane oczka.
- Nie, ja nie kłamię.
- Aha, jak se chcesz. Ale potraktuj to jak prawdę przyprawioną odrobinką kłamstwa - uśmiechnął się.
- Louis- wspomniałam.
- Prooooooo- zaczął jęczeć, skrzyżowałam ręce - Szszszęęęę.
- DOBRA!- krzyknęłam w końcu.
Do pokoju wpadli Zayn i Niall.
- Co jest? Ambulans czy apteczka?!- krzyczał spanikowany Zayn.
Podbiegłam do niego szybko i zasłoniłam mu usta dłonią.
- Cicho, ty też nie wrzeszcz.
Zamuczał jak kot i " pokazał pazurki". Walnęłam się w czoło.
- Zostawię to bez komentarza Zayn.. Nikka jeszcze śpi.?
- A no właśnie..
- Gadaj- wysyczałam widząc, że coś ukrywa.
- Wyjechała kazała ci nie mówić. Bo byś nie pozwoliła. Pojechała z powrotem do Polski , tam będzie miała jakąś karierę..- powiedział jak nakręcony.
- Co za...ale dobra, zadzwonię do niej wieczorem. Teraz nie mam czasu.
0 O a co robicie?- zapytał ciekawsko Niall.
Louis opowiedział jak planujemy wzbudzić zazdrość w Shay.
- Czekaj, Lou.. Podrywasz Shay, jesteś z Eleanor, a śpisz na jednym materacu z Jules...- analizował Zayn i spojrzał na Louisa z cwaniackim uśmiechem - Louis..ty psiee.
Zaczęłam się śmiać, a Lou przybrał poważny wyraz twarzy. Zayn nadal patrzył na nas z tym samym uśmiechem, a Niall zrobił się czerwony i zaczął się śmiać.
- Zajmiecie czymś Eleanor, prooszę?- zapytał ich Louis.
- Może jej od razu powiemy, że ją rzucasz, co?- zapytał zirytowany Zayn.
- Nie fajnie stary- dodał nadal czerwony Nialler.
Wstałam i ustałam pośrodku chłopaków.
- Szczerze, Lou..to mi się ten pomysł też nie podoba, bo El to jednak moja przyjaciółka..
- Już się zgodziłaś- wypomniał mi Lou.
- Dobra- odrzekłam fochnięta .- Masz tu łazienkę , Lou?
- Nie, są dwie. Jedna na dole, a drugą się wchodzi przez pokój Hazzy.
No to poszłam na dół, bo do Harry'ego nie chciałam iść. Zapukałam w drzwi, ale tam siedział Liam. No i chyba miał P.R.O.B.L.E.M.Y fizjologiczne więc musiałam iść do..tamtego osobnika.
Weszłam do jego pokoju i siedział tam z Shay. Ona cały czas mu za coś dziękowała, on ją w dalszym ciągu obejmował. Gdy zobaczyli mnie trochę się wystraszyli.
- Co? Wyglądam tak okropnie po wstaniu?- zażartowałam sarkastycznie.
- Nie, nie o to chodzi- odpowiedział szybko Harry.
- Mhm...Skorzystam z łazienki, ok?
- Tak, jasne.
Weszłam przez drzwi i zaczęłam myć zęby. Usłyszałam głos Harry'ego , który mówił do Shay " Zaraz Wracam". A ona mu na to: Ok, ja idę do kuchni zrobić płatki, jestem trochę głodna.
No i pan Styles we własnej osobie pojawił się za mną i zamknął drzwi od łazienki. Szybko wypłukałam gardło.
- Wiesz, że nie wchodzi się do kibla kiedy ktoś tam jest?!
- Były otwarte, więc nie robiłaś nic ważnego.- powiedział bezczelnie.
- Harry..jaki ty szarmancki jesteś - powiedziałam ciętym tonem głosu.
- CO ci jest?- przybrał niezrozumiały wyraz twarzy.
Odłożyłam z hukiem szczoteczkę.
- Nie chcę o tym z tobą rozmawiać.
- Jestem twoim przyjacielem..
- Właśnie- rzuciłam i omijając go wyszłam z łazienki i poszłam przebrać się w normalne ciuchy .
**
Po ubraniu się zeszłam na dół i zobaczyłam jak Shay otwiera drzwi do wyjścia.
Harry szybko do niej zbiegł i złapał za ramiona.
- Lepiej już?
Uśmiechnęła się do niego.
- Tak, dzięki - pocałowała go w policzek.
Poczułam jakieś ukłucie w sercu. Lou też przybrał tępy wyraz twarzy. Chciałam zezłościć Hazzę i jednocześnie pomóc Louisowi. Mrugnęłam do niego " Czas na przedstawienie" , on do mnie " Yeah, kitten. the Show must go on".
- Loui..- zajęczałam na tyle głośno, by się odwrócili. Zayn, Liam i Niall wiedzieli, że muszą iść do El i ją czymś zająć.
- My idziemy- odparł Zayn- Do świata gier.
Wyszli, a Shay i Harry nadal na nas patrzyli, my zerkaliśmy na ich reakcję kątem oka.
Louis chwycił mnie w talii i namiętnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek.
Stali jak słupy.
- Doobra..o co wam chodzi?- zapytał Harry.
-------------------------------------
Sooooorki...że krótkie..znowu. Po prostu moje ręce nie napiszą dzisiaj więcej ;c
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Rozdział 5
Jechałyśmy w samochodzie chłopaków. Louis już wrócił do trzeźwych, a Shay siedziała jakaś nerwowa i rozdygotana . Spojrzałam na nią raz dając jej do zrozumienia, aby się spojrzała, ale nie zrobiła tego. Patrzyła w jakiś punkt.
- To może...- zaczęła Nikka by przerwać ciszę.
- Przenocujecie u nas..?- dokończył Liam.
- To nie jest dobry pomysł..- zaprotestowałam dyskretnie pokazując na Shay.
- Nic mi nie będzie jak u nich przenocuję - odparła nawet nie spoglądając na nas.
- Dobra, możemy przenocować- powiedziała z entuzjazmem Nikka.
Niall spojrzał po prostu na nas wszystkich. - Macie pączka?
- Niee- odpowiedzieliśmy chórem.
Harry jechał za kierownicą, na drogę wyskoczyło mu jakieś dziecko ze swoim pasem.
- Ja pdl..- zaklął pod nosem i gwałtownie zahamował. Przerażony chłopczyk uciekł ze swoim psem, a Harry od hamowania zrobił drift. Wszyscy byli trochę zszokowani, ale udało się od nowa uregulować oddechy.
- W porządku Harry?- zapytałam by się upewnić.
- Tak, jest dobrze..
- Kurde jakie dzieci chodzą o 2.00 po ulicy?!- zastanawiał się wkurzony Zayn.
- Dzieci Zombie! Tak jak w tej mojej grze na konsole!- podniecał się Niall.
Spojrzeliśmy na niego dziwnie. Shay tylko nadal gapiła się w ten zasrany punkt.
- Ta, człowieku dzieci Zombie nie istnieją...- ostudził jego zapał Liam. Niall aż się rozdziawił.
- Nie mów tak! I może mi jeszcze powiesz, że święty Mikołaj nie istnieje?!
Louis poklepał go po ramieniu.
- Spokojnie stary, już cichutko bo dzieci zombie przyjdą do ciebie w nocy..- mówił cichutkim spokojnym głosikiem Louis, a mina Nialla stawała się coraz bardziej przerażeniem małego dziecka .
- I co one zrobią?- wyjąkał.
- No więc przyjdą do ciebie w nocy- kontynuował i podniósł głos do swojego normalnego tonu - By ci urwać łeb jak nie przestaniesz farmazonować.
Blondyn zaczął piszczeć ze strachu, a chłopcy i Nikka mieli z niego niezłą bekę. Ja spojrzałam na wszystkich z podniesioną brwią i objęłam Horana.
- To były tylko żarty, nie straszcie go. - Niall jeszcze dygotał ze strachu - On jest wrażliwy,
- Ale to ja oglądam Oprah, a nie on!- zaprotestował Louis.
- Oglądasz ..Oprah?- powtórzył z niedowierzaniem Harry.
- Ona..ona rozmawia z kobietami o ich uczuciach, to jest bardzo pouczające.
- Baba...- wymamrotał pod nosem Zayn.
- O niee!! Tak nie będzie, Liam przytrzymaj moje szelki - zwrócił się do Payne'a Loui i odwrócił z powrotem do Zayna - Już ja ci dam jełopie!
- Tylko mi tu bez takich!- krzyknął Harry podjeżdżając już pod ich dom.
- Shay, mogłabyś go walnąć w głowę za mnie? Siedzisz bliżej.- poprosił Louis.
- Wal się - odpowiedziała chłodno i sztywno.
- Dobra..
Wysiedliśmy wszyscy z samochodu.
- Ej Nikka, zagrasz ze mną na konsoli przeciw Liamowi i Niallowi?- zagadał ją Zayn.
- Tak jasne, ale trzeba najpierw ustalić gdzie będziemy spały..
- Ty masz załatwione. Śpisz ze mną w pokoju- oznajmił z entuzjazmem Zayn, a ona zareagowała uśmiechem.
- Jules, możesz spać u mnie - zaproponował mi Harry.
- O to ja i Shay u mnie.- odezwał się Louis, a Shay popatrzyła gwałtownym , błagalnym wzrokiem na mnie i na Harry'ego.
- Ja chcę z Harrym- powiedziała szybko.
Louis się zdziwił zresztą tak samo jak nasza dwójka.
- Emm..no dobra, to Jules będzie z Louisem.
Harry i Shay poszli do jego pokoju a ja z Louisem do Lou.
- Zaraz dam ci swoją koszulkę- powiedział gdy przekroczyliśmy próg. Usiadłam na łóżku.
- Jest duża więc zakryje to czego widzieć nie powinienem- zarumienił się i rzucił mi koszulkę w paski. Poszłam się w nią przebrać.
*
Gdy wyszłam, Louis był w samych spodniach od piżamy.
- Co ty masz tylko jedną piżamkę?- zaśmiałam się. Rzucił we mnie poduszką.
- Bardzo śmieszne, naprawdę bardzo , Jules.
Pokazałam mu język. Louis rozłożył materac.
- Ty będziesz spała na łóżku, a ja na materacu. - oznajmił.
- Nie, to twoje łóżko. Ja na materacu.
- Ale..ale..- jęknął - Materac jest fajniejszy. Ja chcę na materacu.
Zaczęłam się śmiać. - Ty samolubie!
On też zaczął. Położył się na materacu , a ja z rozbiegu wskoczyłam na jego miejsce spania.
- Aua, dziewczyno! Brzuch mnie boli teraz ;p
- To złaź z materaca i idź na wygodniejsze łóżko- wyszczerzyłam się.
- Oo, chciałabyś :D
- To co..- zaczął i spojrzał na mnie zakłopotany - Śpimy na materacu razem?
- Że we dwoje..?- drążyłam też już zarumieniona.
- Tak.Jak przyjaciele- dodał szybko.
- No tak, jasne że jak przyjaciele..
Zrobiło się niezręcznie więc położyliśmy się na materac i zaczęliśmy rozmawiać.
- Gdzie byłeś przez resztę wieczoru w barze? Szukaliśmy cię..- zaczęłam.
- Pamiętam tylko, że pokłóciłem się z Eleanor, a potem podszedłem do Shay..no i urwał mi się film.- zatopił wzrok w moich dłoniach. W czarnym lakierze do paznokci, którym pomalowałam paznokcie.
- Eleanor jest zazdrosna o ciebie i Shay?- zapytałam cicho.
Spojrzał na mnie znad moich dłoni.
- Skąd wiesz?
- Bo rozmawiałam z nią.
- Aha- powiedział, ale potem zmienił temat - I nie ma żadnego " mnie i Shay". Jesteśmy przyjaciółmi.
- Lou, nie próbuj przekonywać o tym siebie na siłę. Przecież dobrze wiesz, że jest inaczej.
- Nie, Jules. Jest tak jak mówię. Jesteśmy przyjaciółmi.- spojrzałam na niego bacznie, więc musiał oznajmić stanowczo - Nic więcej.
- A po co poszedłeś do Shay po kłótni z El?- ciągnęłam pierwszy temat.
- Sam nie wiem - wyglądał na zmieszanego.
- A ty wiesz, że jak się zakochałeś w Shay to musisz powiedzieć o tym Eleanor, prawda?
- Kurde, nie zabujałem się w niej! Kocham Eleanor.
Wywróciłam oczami , a on uśmiechnął się cwaniacko.
- Ładne rzeczy, łaadne rzeczy- mamrotał pod nosem
- Co?
- Odezwała się mądra. Ty sama przecież nie przyznajesz się przed sobą, że kochasz Hazzę.
- Coo?- pisnęłam - Nie gadaj bzdur, Lou.
- Ale ty na niego lecisz...
Uśmiech nie znikał mu z twarzy.
- Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.
- Mhm..
Przekręciłam się bardziej do niego bokiem, niż tak jak przedtem leżeliśmy na prosto.
- Proszę Cię, jesteś moim najlepszym przyjacielem wśród chłopaków. Zasługuję na to, żebyś mi powiedział.
- Dobra, ale jak ty powiesz mi swój sekret.
- Dobra, ale ty najpierw.
- Ok...czuję coś do Shay, zadowolona?
- I to bardzo - uśmiechnęłam się i wzięłam głęboki oddech - Czuję coś do Harry'ego.
- To idź i mu to powiedz. - zaproponował Loui.
Wstałam.
- Ok, tak zrobię.
***
< Z perspektywy Shay>
Usiadłam z Harrym na materacu. Uznaliśmy, że ja śpię na łóżku, materac jest jego.
- Czemu jesteś taka wystraszona?- zagadał .
Opowiedziałam mu wszystko. I to trochę dziecinne , ale zalałam się płaczem jak jakieś niemowlę. Harry spojrzał na mnie uważnie i mocno mnie do siebie przytulił.
- Już spokojnie. Jestem tu z tobą, a z Louisem potem sobie pogadam.
- Dzięki- wtuliłam się w niego mocniej.
< Z mojej perspektywy>
Szłam aż do pokoju Harry'ego.
Przystopowałam trochę bo zobaczyłam jak razem z Shay mocno się przytulają, i jak on daje jej całusa w czoło. Nie potrafię opisać swoich emocji. Może..rozczarowanie, smutek, złość. Widocznie nie czuje do mnie tego co ja do niego..Postanowiłam wrócić do Louisa na materac.
< Perspektywa Shay>
- A mówiłaś już Jules, że Louis chciał cię zgwałcić?
- Powiem jej jutro, teraz chciałabym spać..jestem zmęczona.- wstałam i wróciłam na łóżko.
- DObrze, ja też idę spać. Dobranoc.
Zgasił światło i zasnęliśmy.
Wszyscy już zasnęli.
------------------------------------------
Sorki, że krótki..ale opisywałam tylko wieczór ;p
- To może...- zaczęła Nikka by przerwać ciszę.
- Przenocujecie u nas..?- dokończył Liam.
- To nie jest dobry pomysł..- zaprotestowałam dyskretnie pokazując na Shay.
- Nic mi nie będzie jak u nich przenocuję - odparła nawet nie spoglądając na nas.
- Dobra, możemy przenocować- powiedziała z entuzjazmem Nikka.
Niall spojrzał po prostu na nas wszystkich. - Macie pączka?
- Niee- odpowiedzieliśmy chórem.
Harry jechał za kierownicą, na drogę wyskoczyło mu jakieś dziecko ze swoim pasem.
- Ja pdl..- zaklął pod nosem i gwałtownie zahamował. Przerażony chłopczyk uciekł ze swoim psem, a Harry od hamowania zrobił drift. Wszyscy byli trochę zszokowani, ale udało się od nowa uregulować oddechy.
- W porządku Harry?- zapytałam by się upewnić.
- Tak, jest dobrze..
- Kurde jakie dzieci chodzą o 2.00 po ulicy?!- zastanawiał się wkurzony Zayn.
- Dzieci Zombie! Tak jak w tej mojej grze na konsole!- podniecał się Niall.
Spojrzeliśmy na niego dziwnie. Shay tylko nadal gapiła się w ten zasrany punkt.
- Ta, człowieku dzieci Zombie nie istnieją...- ostudził jego zapał Liam. Niall aż się rozdziawił.
- Nie mów tak! I może mi jeszcze powiesz, że święty Mikołaj nie istnieje?!
Louis poklepał go po ramieniu.
- Spokojnie stary, już cichutko bo dzieci zombie przyjdą do ciebie w nocy..- mówił cichutkim spokojnym głosikiem Louis, a mina Nialla stawała się coraz bardziej przerażeniem małego dziecka .
- I co one zrobią?- wyjąkał.
- No więc przyjdą do ciebie w nocy- kontynuował i podniósł głos do swojego normalnego tonu - By ci urwać łeb jak nie przestaniesz farmazonować.
Blondyn zaczął piszczeć ze strachu, a chłopcy i Nikka mieli z niego niezłą bekę. Ja spojrzałam na wszystkich z podniesioną brwią i objęłam Horana.
- To były tylko żarty, nie straszcie go. - Niall jeszcze dygotał ze strachu - On jest wrażliwy,
- Ale to ja oglądam Oprah, a nie on!- zaprotestował Louis.
- Oglądasz ..Oprah?- powtórzył z niedowierzaniem Harry.
- Ona..ona rozmawia z kobietami o ich uczuciach, to jest bardzo pouczające.
- Baba...- wymamrotał pod nosem Zayn.
- O niee!! Tak nie będzie, Liam przytrzymaj moje szelki - zwrócił się do Payne'a Loui i odwrócił z powrotem do Zayna - Już ja ci dam jełopie!
- Tylko mi tu bez takich!- krzyknął Harry podjeżdżając już pod ich dom.
- Shay, mogłabyś go walnąć w głowę za mnie? Siedzisz bliżej.- poprosił Louis.
- Wal się - odpowiedziała chłodno i sztywno.
- Dobra..
Wysiedliśmy wszyscy z samochodu.
- Ej Nikka, zagrasz ze mną na konsoli przeciw Liamowi i Niallowi?- zagadał ją Zayn.
- Tak jasne, ale trzeba najpierw ustalić gdzie będziemy spały..
- Ty masz załatwione. Śpisz ze mną w pokoju- oznajmił z entuzjazmem Zayn, a ona zareagowała uśmiechem.
- Jules, możesz spać u mnie - zaproponował mi Harry.
- O to ja i Shay u mnie.- odezwał się Louis, a Shay popatrzyła gwałtownym , błagalnym wzrokiem na mnie i na Harry'ego.
- Ja chcę z Harrym- powiedziała szybko.
Louis się zdziwił zresztą tak samo jak nasza dwójka.
- Emm..no dobra, to Jules będzie z Louisem.
Harry i Shay poszli do jego pokoju a ja z Louisem do Lou.
- Zaraz dam ci swoją koszulkę- powiedział gdy przekroczyliśmy próg. Usiadłam na łóżku.
- Jest duża więc zakryje to czego widzieć nie powinienem- zarumienił się i rzucił mi koszulkę w paski. Poszłam się w nią przebrać.
*
Gdy wyszłam, Louis był w samych spodniach od piżamy.
- Co ty masz tylko jedną piżamkę?- zaśmiałam się. Rzucił we mnie poduszką.
- Bardzo śmieszne, naprawdę bardzo , Jules.
Pokazałam mu język. Louis rozłożył materac.
- Ty będziesz spała na łóżku, a ja na materacu. - oznajmił.
- Nie, to twoje łóżko. Ja na materacu.
- Ale..ale..- jęknął - Materac jest fajniejszy. Ja chcę na materacu.
Zaczęłam się śmiać. - Ty samolubie!
On też zaczął. Położył się na materacu , a ja z rozbiegu wskoczyłam na jego miejsce spania.
- Aua, dziewczyno! Brzuch mnie boli teraz ;p
- To złaź z materaca i idź na wygodniejsze łóżko- wyszczerzyłam się.
- Oo, chciałabyś :D
- To co..- zaczął i spojrzał na mnie zakłopotany - Śpimy na materacu razem?
- Że we dwoje..?- drążyłam też już zarumieniona.
- Tak.Jak przyjaciele- dodał szybko.
- No tak, jasne że jak przyjaciele..
Zrobiło się niezręcznie więc położyliśmy się na materac i zaczęliśmy rozmawiać.
- Gdzie byłeś przez resztę wieczoru w barze? Szukaliśmy cię..- zaczęłam.
- Pamiętam tylko, że pokłóciłem się z Eleanor, a potem podszedłem do Shay..no i urwał mi się film.- zatopił wzrok w moich dłoniach. W czarnym lakierze do paznokci, którym pomalowałam paznokcie.
- Eleanor jest zazdrosna o ciebie i Shay?- zapytałam cicho.
Spojrzał na mnie znad moich dłoni.
- Skąd wiesz?
- Bo rozmawiałam z nią.
- Aha- powiedział, ale potem zmienił temat - I nie ma żadnego " mnie i Shay". Jesteśmy przyjaciółmi.
- Lou, nie próbuj przekonywać o tym siebie na siłę. Przecież dobrze wiesz, że jest inaczej.
- Nie, Jules. Jest tak jak mówię. Jesteśmy przyjaciółmi.- spojrzałam na niego bacznie, więc musiał oznajmić stanowczo - Nic więcej.
- A po co poszedłeś do Shay po kłótni z El?- ciągnęłam pierwszy temat.
- Sam nie wiem - wyglądał na zmieszanego.
- A ty wiesz, że jak się zakochałeś w Shay to musisz powiedzieć o tym Eleanor, prawda?
- Kurde, nie zabujałem się w niej! Kocham Eleanor.
Wywróciłam oczami , a on uśmiechnął się cwaniacko.
- Ładne rzeczy, łaadne rzeczy- mamrotał pod nosem
- Co?
- Odezwała się mądra. Ty sama przecież nie przyznajesz się przed sobą, że kochasz Hazzę.
- Coo?- pisnęłam - Nie gadaj bzdur, Lou.
- Ale ty na niego lecisz...
Uśmiech nie znikał mu z twarzy.
- Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.
- Mhm..
Przekręciłam się bardziej do niego bokiem, niż tak jak przedtem leżeliśmy na prosto.
- Proszę Cię, jesteś moim najlepszym przyjacielem wśród chłopaków. Zasługuję na to, żebyś mi powiedział.
- Dobra, ale jak ty powiesz mi swój sekret.
- Dobra, ale ty najpierw.
- Ok...czuję coś do Shay, zadowolona?
- I to bardzo - uśmiechnęłam się i wzięłam głęboki oddech - Czuję coś do Harry'ego.
- To idź i mu to powiedz. - zaproponował Loui.
Wstałam.
- Ok, tak zrobię.
***
< Z perspektywy Shay>
Usiadłam z Harrym na materacu. Uznaliśmy, że ja śpię na łóżku, materac jest jego.
- Czemu jesteś taka wystraszona?- zagadał .
Opowiedziałam mu wszystko. I to trochę dziecinne , ale zalałam się płaczem jak jakieś niemowlę. Harry spojrzał na mnie uważnie i mocno mnie do siebie przytulił.
- Już spokojnie. Jestem tu z tobą, a z Louisem potem sobie pogadam.
- Dzięki- wtuliłam się w niego mocniej.
< Z mojej perspektywy>
Szłam aż do pokoju Harry'ego.
Przystopowałam trochę bo zobaczyłam jak razem z Shay mocno się przytulają, i jak on daje jej całusa w czoło. Nie potrafię opisać swoich emocji. Może..rozczarowanie, smutek, złość. Widocznie nie czuje do mnie tego co ja do niego..Postanowiłam wrócić do Louisa na materac.
< Perspektywa Shay>
- A mówiłaś już Jules, że Louis chciał cię zgwałcić?
- Powiem jej jutro, teraz chciałabym spać..jestem zmęczona.- wstałam i wróciłam na łóżko.
- DObrze, ja też idę spać. Dobranoc.
Zgasił światło i zasnęliśmy.
Wszyscy już zasnęli.
------------------------------------------
Sorki, że krótki..ale opisywałam tylko wieczór ;p
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Rozdział 4
Dojechaliśmy do pobliskiej spelunki. Harry zaparkował i wysiedliśmy z samochodu. Weszliśmy do środka i zobaczyliśmy dyskotekowe światła, rzutki, bilarda, mnóstwo ludzi tańczących na parkiecie , przy barach, na barach i grających w piłkarzyki, bilarda i rzutki. Leciała na maksa piosenka 'Amnesia' Ian Carey ft Rosette.
- Idziesz ze mną zagrać w piłkarzyki?- zapytał Louis . Shay podniosła brew.
- Sorki, ale wątpię żebyś chciał przegrywać z dziewczyną.- rzuciła pewna siebie.
Zareagował podniesieniem brwi. Klasnął parę razy.
- O, widzę, że pewność siebie masz już wyrobioną.- na te słowa Shay uśmiechnęła się z satysfakcją - Szkoda, że zaraz zmiękniesz.
Posyłali sobie chytre uśmiechy, a Eleanor odkaszlnęła.
- Louis, może choć zamówimy drinka.
- Em..no dobra.
Udali się do baru.
< Z perspektywy Louisa>
Usiadłem z ukochaną na krzesełkach barowych.
- Poproszę dwa razy drinka ' Zakochany na zabój'.- powiedziałem do barmana, na co ten skinął głową. Zauważyłem jak Eleanor macha się lekko na krześle. Odwracała się w inną stronę by uniknąć mojego wzroku. Ja za to nie odrywałem od niej oczu. Miała na sobie ciemne dżinsowe rurki, białą asymetryczną koszulę z błyszczącą kokardką przy szyi, włosy rozpuściła a na nogi założyła buty na koturnach. Zobaczyła kątem oka że patrzę na nią cierpliwie, więc odwróciła się na krześle w moją stronę.
- Człowieku, czy ty jakieś jaja sobie robisz.?- zaczęła lekko poddenerwowana.
Zmarszczyłem brwi by dać jej do zrozumienia, że nie mam pojęcia o co jej chodzi.
- Eleanor, ja naprawdę nie wiem co masz na myśli...
- Tym, że tak się wdzięczysz do Shannon. - wyjaśniła. Kelner podał nam na tacy drinki. El uśmiechnęła się do niego i wzięła je. Ja nadal miałem zakłopotany wyraz twarzy. Podała mi mojego drinka.
- Nie wdzięczę się do niej.- zaprotestowałem. Siorbnęła łyka ze szklanki, ale ja nie miałem ochoty nawet jej podnieść.
- Czemu to akurat jej zaproponowałeś piłkarzyki?- zapytała ze sztucznym uśmiechem.
Przetarłem czoło ręką.
- El, przecież ty ich nie lubisz. A ja miałem ochotę na piłkarzyki- odpowiedziałem spokojnie.
- A nie mogłeś poprosić na przykład Jules? Albo Nikki? Co, wolisz Shannon od nich.?- zapytała z tym samym uśmieszkiem.
- Skąd. Bardzo je lubię, to moje przyjaciółki. Ale co ty masz do Shay?
- O, nawet nazywasz ją zdrobniale..- pokręciła głową i napiła się kolejny raz.
Klepnąłem jedną pięścią w stół.
- A co mam się do niej zwracać Shannon? Każdy mówi Shay.
Nachyliła się w moją stronę bardziej, a uśmiech znikł jej z twarzy.
- Ale nie każdy. Ja mówię Shannon.
- Ta rozmowa jest chyba bezcelowa, Eleanor.- odparłem sucho.
Podniosłem się z krzesła, wypiłem łyka drinka, i z drinkiem w ręku chciałem iść w stronę piłkarzyków.
Eleanor Jane złapała mnie za nadgarstek.
- Gdzie idziesz?- wysyczała.
- Pograć- rzuciłem i odszedłem od baru.
< Z perspektywy Shay>
Podszedł do mnie Louis.
- Hej, zagrasz ze mną? - zapytał poddenerwowany.
Przypomniałam sobie o umowie z Eleanor. Nie odezwałam się do niego słowem i poszłam w stronę baru. Ja wiedziałam doskonale, że zrobiłam mu przykrość, ale nie chciałam kłócić się z jego dziewczyną.
- Poproszę drinka ' Całonocne szaleństwo'. - poprosiłam barmana. Akurat los chciał żebym znalazła się blisko Eleanor. Wbiła we mnie mordercze spojrzenie.
I tak musiałam czekać na drinka, więc rozmowa z nią nie robiła mi różnicy.
- Eleanor..- powiedziałam cicho stojąc nad nią.
- Zejdź mi z drogi- warknęła.
- Ja mu robię przykrość kiedy się do niego nie odzywam...
- I dobrze- podniosła głos - Znajdź sobie jako cel np Nialla, Liama lub Zayna, ale masz się odwalić od Louisa. Przez ciebie zaczynamy się kłócić!
Otworzyłam usta, ale z powrotem je zamknęłam.
- Eleanor, posłuchaj mnie...- zaczęłam, ale nie pozwoliła dokończyć.
- Daj mi spokój.
Spojrzałam na nią z wyrzutem, ale z zamyślenia wytrącił mnie głos barmana.
- Pani drink.
Odwróciłam się powoli i wzięłam szklankę do ręki.
- A, tak. Dziękuję. Popatrzyłam się jeszcze trochę na Eleanor.
- Przepraszam Cię za coś czego nie zrobiłam- wyszeptałam jej i nie pozwalając wtrącić słowa, by nie zaczynać kolejnej kłótni skierowałam się w stronę bilarda. Ni odzywałam się do Lou. Sprawiało mi to wielki ból gdy patrzyłam jak on nie wie o co chodzi, jak i jego to boli. Jakby wszyscy odwrócili się od niego. Dziewczyna, przyjaciółka...
Przy bilardzie stał samotnie Liam.
- Hej, Lilo. - powiedziałam smutno.
Zauważył, że coś jest na rzeczy i podszedł do mnie. Objął mnie ramieniem.
- Co się stało?- zapytał patrząc na mnie z uwagą.
- Nie wygadasz się? A już szczególnie dziewczynom?- odpowiedziałam pytaniem dla pewności.
- Obiecuję. Nie wygadam się.
Opowiedziałam mu o zajściu z Eleanor. O tej rozmowie przy barze. On był moim najlepszym przyjacielem wśród chłopaków. Jemu mogłam zaufać.
- O, poważna sprawa...- spojrzał w ziemię.
- Ja to wiem- patrzyłam się w otchłań mojego drinka.
- Może zagramy w przyjacielską partyjkę bilarda, co? Poprawi ci to humor?
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- No, może trochę.
Zaczęliśmy grać.
< Z perspektywy Nikki>
Chodziłam z Niallem, Joshem i Zaynem rozglądając się co można robić.
- Ej, stary! Zagrajmy w piłkarzyki!!- krzyknął Josh do Nialla.
Blondyn pokiwał twierdząco głową i ruszyli w stronę wybranej gry.
Zayn szedł przodem, a ja za nim. Stanął, więc otarłam się o niego.
- E..czemu ustałeś?- zapytałam zdezorientowana.
Wyciągnął do mnie rękę.
- Bo chciałbym, żebyś ze mną zatańczyła.- uśmiechnął się tajemniczo. - Pozwolisz?
Bez wahania chwyciłam jego dłoń i ruszyliśmy na parkiet.
Tańczyliśmy już teraz do piosenki The Real Slim Shady - Eminema . W pewnym momencie Zayn złapał mnie za biodra. Zaczął sam kierować moimi biodrami a mi..mi się to podobało. Położyłam dłonie na jego dłoniach i pozwoliłam mu przejąć kontrolę.
< Z mojej perspektywy>
Zaczęłam grać w rzutki. Sama. Wszyscy się gdzieś kręcili. Za każdym rzutem do tarczy-pudłowałam. Nie przesadzam. Za każdym. Harry widząc moje porażki uroczo się zaśmiał i podszedł do mnie od tyłu. Objął mnie jedną ręką w talii, a drugą chwycił moją rękę, w której trzymałam rzutkę.
- Lubię twoje perfumy. Są seksowne- zamruczał mi do ucha. Moje ciało przeszły dreszcze. Widocznie to zauważył. Dostałam gęsiej skórki, gdy nagle jego usta dotknęły mojego ucha. Przegryzłam dolną wargę. Skierował moją rękę lekko w przód i rzucił w sam środek tarczy.
- Nie ma za co..- wyszeptał, wziął łyka swojego piwa i odszedł na bok do Louisa.
Otrząsnęłam się z jego zapachu na moim ciele po paru sekundach. On był niewyobrażalnie nieziemski .
Zobaczyłam smutną Eleanor przy barze.
Podeszłam do niej i usiadłam na krzesełku obok.
- El, co się stało?
Opowiedziała mi wszystko i zaczęła cichutko płakać.
Przytuliłam ją mocno.
- Nie przejmuj się, przecież wiesz, że Louis cię kocha.- uspokajałam ją, ale na nic.
- Ale Shay sie cały czas do niego wdzięczy, wiesz jakie to okropne uczucie?
- Eleanor, ona się do niego nie wdzięczy, po prostu chce być dla niego miła.
- Tak myślisz?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się.
- A teraz leć mi się rozerwać. Pędem do Josha - wyszczerzyłam się. - Ja muszę porozmawiać z Shay.
- Ok, jesteś moją najlepszą przyjaciółką- uścisnęła mnie.
- Tak, ty moją też. Na tym samym miejscu co Nikka i Shay. =)
Eleanor poszła do Josha potańczyć, bo nadal była zła na Louisa. Ja zastałam Shay z Liamem przy bilardzie.
- Shay?
- Co?
- Czy zakochałaś się w Louisie?- zapytałam od razu.
Aż skończyła grać w bilarda i odwróciła się do mnie.
- Skąd ten pomysł?
- Nie wiem. Ale zakochałaś się w nim czy nie?
- Nie...- powiedziała nerwowo.
- Ok, niech ci będzie.
Odeszłam na bok.
< Z perspektywy Louisa>
Podszedłem do Shay.
- Chodź na górę- powiedziałem dyskretnie, by El nie widziała.
Skinęła głową i poszła za mną. Zamknąłem drzwi.
- Czemu się do mnie nie odzywasz?
Spuściła głowę w dół.
- DO cholery jasnej powiedz czemu!!
- Eleanor mi kazała- odparła cicho.
- Wiedziałem....
- Louis, przepraszam Cię...- mówiła, ale złapałem ją za biodra i przyciągnąłem do siebie. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Ona zaczęła już zdejmować mi spodnie,a ja jej sukienkę, ale nagle przestaliśmy.
- Co robisz?- zapytałem przeczesując ręką włosy. Byłem już nieźle czerwony i potargany. Nie chciałem by ko kończyła pocałunki. Pragnąłem jej całym sobą.
< Oczami Shay>
- Louis, nie możemy. Masz dziewczynę- powiedziałam bliska płaczu. On przysunął się do mnie ponownie i zaczął muskać moje usta. Chciałam mu na to pozwolić. Chciałam żeby te chwile trwały wiecznie. ALe to było zwyczajnie nie fair.
- Nie musi wiedzieć...- wyszeptał i zaczął od nowa zdejmować mi sukienkę.
- Louis..ty jesteś pijany!- poczułam wydobywający się z jego ust alkohol.
- No i co?- zaczął dziko dyszeć i chciał popchnąć mnie na łóżko.
Odepchnęłam go. Zaczął zachowywać się wręcz brutalnie.
- Louis!
Nie reagował. Założyłam sukienkę i wyszłam trzaskając drzwiami.
< Moja perspektywa>
Pojechaliśmy wszyscy na lotnisko.
**
- Na razie Josh- żegnali się z nim chłopaki. Nikka i Shay uścisnęły go.
Eleanor zresztą też. Ja podbiegłam i mocno go przytuliłam.
- Dzwoń kiedy będziesz mógł- powiedziałam ze łzami w oczach.
- Obiecuję.
- Pasażerów prosimy o wsiadanie do samolotu- usłyszeliśmy głos z głośników na lotnisku.
Pożegnaliśmy się jeszcze raz i Josh wsiadł do samolotu . Odleciał.
My udaliśmy się do domu.
.....
- Idziesz ze mną zagrać w piłkarzyki?- zapytał Louis . Shay podniosła brew.
- Sorki, ale wątpię żebyś chciał przegrywać z dziewczyną.- rzuciła pewna siebie.
Zareagował podniesieniem brwi. Klasnął parę razy.
- O, widzę, że pewność siebie masz już wyrobioną.- na te słowa Shay uśmiechnęła się z satysfakcją - Szkoda, że zaraz zmiękniesz.
Posyłali sobie chytre uśmiechy, a Eleanor odkaszlnęła.
- Louis, może choć zamówimy drinka.
- Em..no dobra.
Udali się do baru.
< Z perspektywy Louisa>
Usiadłem z ukochaną na krzesełkach barowych.
- Poproszę dwa razy drinka ' Zakochany na zabój'.- powiedziałem do barmana, na co ten skinął głową. Zauważyłem jak Eleanor macha się lekko na krześle. Odwracała się w inną stronę by uniknąć mojego wzroku. Ja za to nie odrywałem od niej oczu. Miała na sobie ciemne dżinsowe rurki, białą asymetryczną koszulę z błyszczącą kokardką przy szyi, włosy rozpuściła a na nogi założyła buty na koturnach. Zobaczyła kątem oka że patrzę na nią cierpliwie, więc odwróciła się na krześle w moją stronę.
- Człowieku, czy ty jakieś jaja sobie robisz.?- zaczęła lekko poddenerwowana.
Zmarszczyłem brwi by dać jej do zrozumienia, że nie mam pojęcia o co jej chodzi.
- Eleanor, ja naprawdę nie wiem co masz na myśli...
- Tym, że tak się wdzięczysz do Shannon. - wyjaśniła. Kelner podał nam na tacy drinki. El uśmiechnęła się do niego i wzięła je. Ja nadal miałem zakłopotany wyraz twarzy. Podała mi mojego drinka.
- Nie wdzięczę się do niej.- zaprotestowałem. Siorbnęła łyka ze szklanki, ale ja nie miałem ochoty nawet jej podnieść.
- Czemu to akurat jej zaproponowałeś piłkarzyki?- zapytała ze sztucznym uśmiechem.
Przetarłem czoło ręką.
- El, przecież ty ich nie lubisz. A ja miałem ochotę na piłkarzyki- odpowiedziałem spokojnie.
- A nie mogłeś poprosić na przykład Jules? Albo Nikki? Co, wolisz Shannon od nich.?- zapytała z tym samym uśmieszkiem.
- Skąd. Bardzo je lubię, to moje przyjaciółki. Ale co ty masz do Shay?
- O, nawet nazywasz ją zdrobniale..- pokręciła głową i napiła się kolejny raz.
Klepnąłem jedną pięścią w stół.
- A co mam się do niej zwracać Shannon? Każdy mówi Shay.
Nachyliła się w moją stronę bardziej, a uśmiech znikł jej z twarzy.
- Ale nie każdy. Ja mówię Shannon.
- Ta rozmowa jest chyba bezcelowa, Eleanor.- odparłem sucho.
Podniosłem się z krzesła, wypiłem łyka drinka, i z drinkiem w ręku chciałem iść w stronę piłkarzyków.
Eleanor Jane złapała mnie za nadgarstek.
- Gdzie idziesz?- wysyczała.
- Pograć- rzuciłem i odszedłem od baru.
< Z perspektywy Shay>
Podszedł do mnie Louis.
- Hej, zagrasz ze mną? - zapytał poddenerwowany.
Przypomniałam sobie o umowie z Eleanor. Nie odezwałam się do niego słowem i poszłam w stronę baru. Ja wiedziałam doskonale, że zrobiłam mu przykrość, ale nie chciałam kłócić się z jego dziewczyną.
- Poproszę drinka ' Całonocne szaleństwo'. - poprosiłam barmana. Akurat los chciał żebym znalazła się blisko Eleanor. Wbiła we mnie mordercze spojrzenie.
I tak musiałam czekać na drinka, więc rozmowa z nią nie robiła mi różnicy.
- Eleanor..- powiedziałam cicho stojąc nad nią.
- Zejdź mi z drogi- warknęła.
- Ja mu robię przykrość kiedy się do niego nie odzywam...
- I dobrze- podniosła głos - Znajdź sobie jako cel np Nialla, Liama lub Zayna, ale masz się odwalić od Louisa. Przez ciebie zaczynamy się kłócić!
Otworzyłam usta, ale z powrotem je zamknęłam.
- Eleanor, posłuchaj mnie...- zaczęłam, ale nie pozwoliła dokończyć.
- Daj mi spokój.
Spojrzałam na nią z wyrzutem, ale z zamyślenia wytrącił mnie głos barmana.
- Pani drink.
Odwróciłam się powoli i wzięłam szklankę do ręki.
- A, tak. Dziękuję. Popatrzyłam się jeszcze trochę na Eleanor.
- Przepraszam Cię za coś czego nie zrobiłam- wyszeptałam jej i nie pozwalając wtrącić słowa, by nie zaczynać kolejnej kłótni skierowałam się w stronę bilarda. Ni odzywałam się do Lou. Sprawiało mi to wielki ból gdy patrzyłam jak on nie wie o co chodzi, jak i jego to boli. Jakby wszyscy odwrócili się od niego. Dziewczyna, przyjaciółka...
Przy bilardzie stał samotnie Liam.
- Hej, Lilo. - powiedziałam smutno.
Zauważył, że coś jest na rzeczy i podszedł do mnie. Objął mnie ramieniem.
- Co się stało?- zapytał patrząc na mnie z uwagą.
- Nie wygadasz się? A już szczególnie dziewczynom?- odpowiedziałam pytaniem dla pewności.
- Obiecuję. Nie wygadam się.
Opowiedziałam mu o zajściu z Eleanor. O tej rozmowie przy barze. On był moim najlepszym przyjacielem wśród chłopaków. Jemu mogłam zaufać.
- O, poważna sprawa...- spojrzał w ziemię.
- Ja to wiem- patrzyłam się w otchłań mojego drinka.
- Może zagramy w przyjacielską partyjkę bilarda, co? Poprawi ci to humor?
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- No, może trochę.
Zaczęliśmy grać.
< Z perspektywy Nikki>
Chodziłam z Niallem, Joshem i Zaynem rozglądając się co można robić.
- Ej, stary! Zagrajmy w piłkarzyki!!- krzyknął Josh do Nialla.
Blondyn pokiwał twierdząco głową i ruszyli w stronę wybranej gry.
Zayn szedł przodem, a ja za nim. Stanął, więc otarłam się o niego.
- E..czemu ustałeś?- zapytałam zdezorientowana.
Wyciągnął do mnie rękę.
- Bo chciałbym, żebyś ze mną zatańczyła.- uśmiechnął się tajemniczo. - Pozwolisz?
Bez wahania chwyciłam jego dłoń i ruszyliśmy na parkiet.
Tańczyliśmy już teraz do piosenki The Real Slim Shady - Eminema . W pewnym momencie Zayn złapał mnie za biodra. Zaczął sam kierować moimi biodrami a mi..mi się to podobało. Położyłam dłonie na jego dłoniach i pozwoliłam mu przejąć kontrolę.
< Z mojej perspektywy>
Zaczęłam grać w rzutki. Sama. Wszyscy się gdzieś kręcili. Za każdym rzutem do tarczy-pudłowałam. Nie przesadzam. Za każdym. Harry widząc moje porażki uroczo się zaśmiał i podszedł do mnie od tyłu. Objął mnie jedną ręką w talii, a drugą chwycił moją rękę, w której trzymałam rzutkę.
- Lubię twoje perfumy. Są seksowne- zamruczał mi do ucha. Moje ciało przeszły dreszcze. Widocznie to zauważył. Dostałam gęsiej skórki, gdy nagle jego usta dotknęły mojego ucha. Przegryzłam dolną wargę. Skierował moją rękę lekko w przód i rzucił w sam środek tarczy.
- Nie ma za co..- wyszeptał, wziął łyka swojego piwa i odszedł na bok do Louisa.
Otrząsnęłam się z jego zapachu na moim ciele po paru sekundach. On był niewyobrażalnie nieziemski .
Zobaczyłam smutną Eleanor przy barze.
Podeszłam do niej i usiadłam na krzesełku obok.
- El, co się stało?
Opowiedziała mi wszystko i zaczęła cichutko płakać.
Przytuliłam ją mocno.
- Nie przejmuj się, przecież wiesz, że Louis cię kocha.- uspokajałam ją, ale na nic.
- Ale Shay sie cały czas do niego wdzięczy, wiesz jakie to okropne uczucie?
- Eleanor, ona się do niego nie wdzięczy, po prostu chce być dla niego miła.
- Tak myślisz?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się.
- A teraz leć mi się rozerwać. Pędem do Josha - wyszczerzyłam się. - Ja muszę porozmawiać z Shay.
- Ok, jesteś moją najlepszą przyjaciółką- uścisnęła mnie.
- Tak, ty moją też. Na tym samym miejscu co Nikka i Shay. =)
Eleanor poszła do Josha potańczyć, bo nadal była zła na Louisa. Ja zastałam Shay z Liamem przy bilardzie.
- Shay?
- Co?
- Czy zakochałaś się w Louisie?- zapytałam od razu.
Aż skończyła grać w bilarda i odwróciła się do mnie.
- Skąd ten pomysł?
- Nie wiem. Ale zakochałaś się w nim czy nie?
- Nie...- powiedziała nerwowo.
- Ok, niech ci będzie.
Odeszłam na bok.
< Z perspektywy Louisa>
Podszedłem do Shay.
- Chodź na górę- powiedziałem dyskretnie, by El nie widziała.
Skinęła głową i poszła za mną. Zamknąłem drzwi.
- Czemu się do mnie nie odzywasz?
Spuściła głowę w dół.
- DO cholery jasnej powiedz czemu!!
- Eleanor mi kazała- odparła cicho.
- Wiedziałem....
- Louis, przepraszam Cię...- mówiła, ale złapałem ją za biodra i przyciągnąłem do siebie. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Ona zaczęła już zdejmować mi spodnie,a ja jej sukienkę, ale nagle przestaliśmy.
- Co robisz?- zapytałem przeczesując ręką włosy. Byłem już nieźle czerwony i potargany. Nie chciałem by ko kończyła pocałunki. Pragnąłem jej całym sobą.
< Oczami Shay>
- Louis, nie możemy. Masz dziewczynę- powiedziałam bliska płaczu. On przysunął się do mnie ponownie i zaczął muskać moje usta. Chciałam mu na to pozwolić. Chciałam żeby te chwile trwały wiecznie. ALe to było zwyczajnie nie fair.
- Nie musi wiedzieć...- wyszeptał i zaczął od nowa zdejmować mi sukienkę.
- Louis..ty jesteś pijany!- poczułam wydobywający się z jego ust alkohol.
- No i co?- zaczął dziko dyszeć i chciał popchnąć mnie na łóżko.
Odepchnęłam go. Zaczął zachowywać się wręcz brutalnie.
- Louis!
Nie reagował. Założyłam sukienkę i wyszłam trzaskając drzwiami.
< Moja perspektywa>
Pojechaliśmy wszyscy na lotnisko.
**
- Na razie Josh- żegnali się z nim chłopaki. Nikka i Shay uścisnęły go.
Eleanor zresztą też. Ja podbiegłam i mocno go przytuliłam.
- Dzwoń kiedy będziesz mógł- powiedziałam ze łzami w oczach.
- Obiecuję.
- Pasażerów prosimy o wsiadanie do samolotu- usłyszeliśmy głos z głośników na lotnisku.
Pożegnaliśmy się jeszcze raz i Josh wsiadł do samolotu . Odleciał.
My udaliśmy się do domu.
.....
Rozdział 3
Zadzwonił telefon. Wymacałam ręką po szafce i przyłożyłam do ucha komórkę.
- Haloo?- zapytałam przeciągłym, zaspanym głosem.
- Otworzysz mi w końcu te cholerne drzwi?!
Podniosłam się i zamiast leżeć w łóżku, usiadłam.
- Josh? Ee..tak, już idę.
Pobiegłam na dół i przekręciłam klucz w zamku.
- Dzwoniłem dzwonkiem już jakieś sto razy , a ty nie otwierasz.
- Przecież ty wiesz, że ja mam twardy sen..
- No, ale telefon to już odebrałaś.- skrzywił się
- No bo telefon jest obok mnie- odpowiedziałam zirytowana. - A przychodzisz
tutaj ponieważ?
Podszedł do mnie i wziął mnie za ręce.
- Jules, ja wyjeżdżam..
Zmroziło mnie.
- Gdzie?- wydukałam.
- Do Ameryki.- oznajmił czekając na moją reakcję zasłonił twarz rękami.
- Aha..-powiedziałam cicho , ale potem podniosłam głos do wrzasku - Czy
ciebie do reszty powaliło?!
- Nie. Przecież ty wiesz, że zawsze chciałem polecieć do Ameryki...
- No tak, ja wiem..Ale myślałam że to ...- jęknęłam - Nie wiedziałam, że to
zrobisz.
Zdziwił się.
- Od zawsze planowałem to zrobić.
- Do cholery , ale ty tam teraz będziesz mieszkał!
- No będę..- odparł cicho.
Położył dłonie na moich ramionach.
- Jules, ja cię bardzo przeprasz...
- Daruj sobie -weszłam mu w słowo.
Na dół zeszła Diana ze swoim pluszakiem, w tej swojej fioletowej
piżamce.
- Co się dzieje:? Czemu ja się wyspać nie mogę?
Skrzyżowałam ramiona. Zignorowałam pytanie siostry tylko bezradnie i z
wściekłością patrzyłam na Josha.
- Wyjeżdżam- powiedział patrząc na mnie. Ja tylko prychnęłam z pogardą.
- Oo..niedobrze....- odśpiewała pod nosem Diana patrząc na mnie.
- Dobra ! Wiesz co, Josh?
Zdumiony popatrzył na mnie.
- Jedź! Jedź sobie do tej swojej ukochanej Ameryki, proszę bardzo. Nie
potrzebuję cię!!!- krzyczałam i pobiegłam na górę zalewając się łzami.
Josh zdezorientowany stał na dole.
- Wyjdź lepiej- Diana wygoniła go na zewnątrz.
- Jesteś mała..
- Ale tu mieszkam.
Tymczasem ja przebrałam się w czarne leginsy, białą bluzkę w czarne
kropeczki i założyłam czerwono-szarą bejsbolówkę. Do tego wysokie, czarne
trampki converse i czarno- szarą full cap. Włosy rozpuściłam.
Zbiegłam na dół i wzięłam torbę.
- A gdzie idziesz?- zapytała mnie Diana.
Dopiero po rozejrzeniu się dotarło do mnie, że nie ma Josha.
- A gdzie Josh?- zignorowałam jej pytanie.
- Zasmucił się, że go tak potraktowałaś, a na dodatek ja wyrzuciłam go
przed drzwi domu.- oznajmiła dumnie.
Opadła mi kopara.
- Pewnie jest u chłopków- wybiegłam z domu.
Szłam chodnikiem mamrocząc do siebie pod nosem. Przecież nawet nie
wiedziałam gdzie oni mieszkają...
Na zewnątrz było zimno, wiatr nerwowo rozwiewał mi włosy. Szłam szybciej.
Może spotkam kogoś kto udzieli mi informacji o miejscu zamieszkania chłopaków.
Poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Szybko się odwróciłam.
- Pomóc w czymś?- usłyszałam lekko zachrypnięty głos. Chłopak zdjął kaptur
i uśmiechnął się tajemniczo. Przegładził ręką po włosach, spojrzał na
mnie- i znowu tajemniczy wyraz twarzy. Trochę też satysfakcji..
Zabrałam jego ręce z moich ramion i uścisnęłam go mocno.
- Harry ! - krzyknęłam szczęśliwa - Jak dobrze, że cię widzę.
Przegryzł dolną wargę.
- Tak ? A czemu?
- Właśnie do was szłam..A przecież nie mam waszego adresu i szukałam kogoś,
i wtedy ty przyszedłeś ..- gadałam jak nakręcona, aż musiał położyć dwa palce
na moich ustach. Był rozbawiony.
- Tak, dam ci adres.
Odetchnęłam z ulgą.
- Dzięki. Jedyne miłe co mnie dzisiaj spotkało.
Odwróciliśmy się i szliśmy w kierunku domu chłopaków.
- Też właśnie idę do domu. A czemu jesteś w takim nastroju.?- zagadnął.
- Myślałam, że może się domyślisz..
Posłał mi pytające spojrzenie.
- Josh..wyjeżdża..do Ameryki- oddzielałam każde słowo.
Wyglądał na zdziwionego.
- Ee...co?
Stanęłam w miejscu.
- Zaraz...to ty nie wiesz?
- Nie...ale humoru nie poprawi ci fakt, że zepsułaś mi dobry nastrój.-
uśmiechnął się delikatnie.
Wbiłam wzrok w ziemię.
- Wiem, zdaję sobie z tego sprawę. Przepraszam...
Szliśmy tak w milczeniu. Mieliśmy wzrok wbity w ziemię. Kiedy ja ukradkowo
na niego zerkałam, on udawał, że nie widzi. Kiedy to z kolei on patrzył na
mnie- ja " Nie widziałam ".
- Masz chłopaka.?- zapytał nagle nie spuszczając wzroku ze swoich
conversów.
Spojrzałam na niego ukradkiem.
- Nie... A ty, masz ...dziewczynę?
- Nie..
- Aha.
Doszliśmy do domu . Harry otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Na kanapie
siedzieli Louis, Liam i Zayn. Niall siedział na dywanie i pogrywał na gitarze,
a obok niego Josh, który stukał palcami o podłogę.
Kiedy mnie zobaczyli uśmiechnęli się i przyszli ze mną przywitać, a Josh
posmutniał i nawet nie zwrócił uwagi.
Podeszłam do przyjaciela i oderwałam jego palce od podłogi. Musiał na mnie
spojrzeć.
- Przepraszam- wycedziłam - Leć do Ameryki jeśli tego bardzo pragniesz,
Josh...
Wszyscy wytrzeszczyli oczy. Rozejrzałam się po nich , machnęłam rękami i
kiwnęłam głową.
- Tak, znajcie na przyszłość moje miłosierdzie.- zaśmiałam się, na co oni
zareagowali tym samym.
Josh bez słów i bez żadnych emocji mocno mnie do siebie przytulił.
- Dziękuję- szepnął - Że rozumiesz.
Uśmiechnęłam się .
- A..ten..kiedy wylatujesz?
- Dzisiaj wieczorem.
- To ja może zadzwonię jeszcze po Shay i Nikkę , też się z tobą pożegnają.
- Możemy zrobić dzień pożegnalny- zaproponował Liam.
- Potem możemy iść do kina- dodał Zayn
- No i do baru- usłyszałam podekscytowanie Louisa.
- No i do restauracji- powiedział Niall
Wszyscy krzyknęli ' Tak!", a Harry po prostu wsunął się pomiędzy Liama
a Louisa na kanapę.
- Ja jestem zmęczony.
Oparł głowę na ramieniu Louisa, a ten poklepał go po policzku.
- Co ty jesteś, baba?- spojrzał na mnie - Bez urazy.
- Spoko..
Harry spojrzał na niego - Louiss...- syknął
- No co?
- Kurna nic, wiesz?- odparł i z powrotem położył głowę na ramieniu
przyjaciela.
- Nie wiedziałem, ale dzięki że mi mówisz- odparł z uśmiechem.
Ja w tym czasie zadzwoniłam do dziewczyn i podałam im adres zamieszkania
1D.
- No, Harryy- przeciągnął Zayn - Idziesz ?
- Zastanowię się- mruknął .
*
Do domu weszły Nikka i Shay.
Przywitały się ze mną i z chłopakami.
- Fajny pomysł na dzisiejszy dzień - odpowiedziała Dominika kiedy
przedstawiliśmy jej i Shay nasze plany.
- Tak, a restaurację wymyślił pewnie Horan..?- dopytała Shannon.
- Mój kuzynek wymyśli wszystko co z jedzeniem- zaśmiała się Nikka.
Shay usiadła obok Louisa.
- ładnie wyglądasz- uśmiechnął się do niej promiennie.
- Ty też- odwzajemniła uśmiech.
Do domu weszła jeszcze jakaś śliczna dziewczyna.
-- Hej chłopaki, Hej skarbie- podeszła
do Louisa i czule go pocałowała.
Zobaczyła Shay siedzącą obok niego i skrzywiła się.
- Loui...mógłbyś mi powiedzieć, kto to jest?- uśmiechnęła się sztucznie i
do Louisa i do Shannon.
- Jestem Shannon Nelson. Shay..-wstała i podała jej rękę.
- Eleanor Calder- uścisnęła jej dłoń.
- Hej, ja jestem Dominika Holt. Nikka..- przedstawiła się kolejna
blondynka, Eleanor znowu uścisnęła jej rękę.
Ja nie podchodziłam do niej nieśmiało tylko pewnie podałam jej rękę.
- Julietta Pierce.. Jules..- przedstawiłam się.
- Eleanor Calder- uścisnęła moją dłoń i uśmiechnęła się do mnie serdecznie.
- To, to wasze nowe przyjaciółki?- zwróciła się do chłopaków.
- Tak- odpowiedzieli zgodnie z uśmiechem.
Calder zaśmiała się ,a jej wzrok zawiesił się na Harrym.
- A temu co znowu?- zapytała mnie po cichu. Byłam zaskoczona, że wgl się do
mnie odezwała.
Opowiedziałam jej o tym, że Josh wylatuje do Ameryki i o dniu pożegnalnym.
- Świetny pomysł, a temu się nie chce?- zdziwiła się
Wszyscy skinęliśmy głowami.
Podeszła do kanapy, na której leżał Harry i zaczęła nim trząchać.
- Harry, ty leniwy łośku..wstawaj- krzyczała przez śmiech.
Przyciągnął Eleanor na swoje kolana.
- Jesteś moją przyjaciółką ale za wiele sobie nie pozwalaj- zaczął ją
gilgotać.
- Louis!- krzyczała śmiejąc się - Uwolnij mnie od tego szaleńca. xD
Louis wziął swoją dziewczynę na ręce i odstawił z kanapy na podłogę.
- Dzięki misiek - pocałowała go w policzek.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- To co , Harry..Idziesz?- zapytał Liam.
Skinął głową i wstał z kanapy.
- Idę się ogarnę tylko.
Podeszłam do niego.
- Wyglądasz świetnie, czego chcesz.
Spojrzał się na mnie z chytrym uśmiechem. Inni też zaczęli się śmiać między
sobą, ja zrobiłam się czerwona jak ostatni BURAK.
- Ok, czyli, że mogę tak wyjść. Jest dobrze?- zapytał mnie specjalnie.
- Tak.
- Powiedz, czy te czarne rurki sprawiają, że mam chude nogi..?
- Eee...- jąkałam się.
- Może dotkniesz i sprawdzisz- zaproponował Zayn, a Loui zaczął się
śmiać.Eleanor dała Malikowi po głowie, a Louisowi posłała gniewne spojrzenie.
Harry'emu zresztą też.
- Nie stresujcie mi tu dziewczyny- podeszła do mnie i wzięła mnie za rękę.
- Możemy pójść na plażę- zaproponowała Nikka- a Potem do restauracji i na
końcu może do baru tak pod wieczór, no i potem na lotnisko z Joshem-
przedstawiła swoją propozycję.
Zayn uśmiechnął się do niej promiennie, na co ona spaliła się. Mierzył ją
dokładnie wzrokiem.
- Świetny pomysł - przytaknęła Shay
- To my idziemy po kąpielówki- powiedzieli razem Josh i Niall.
Liam, Louis, Harry i Zayn pognali na górę się przygotować.
- Ej, to my skoczymy do domu po stroje kąpielowe. Czekajcie na nas pod moim
domem- krzyknęła Eleanor.
- Dobra- odkrzyknęli.
- Ja i Shay mamy w przeciwną stronę, więc nie masz za złe , że pójdziesz do
domu sama?- zapytała ostrożnie Nikka.
- Nie, jasne że nie - uśmiechnęłam się.
Eleanor powiedziała mi na jakiej ulicy mieszka.
- Czekaj...to naprzeciwko mnie- przeanalizowałam fakty.
- O, to świetnie. Pójdziemy razem i mamy do siebie blisko- ucieszyła się.
Wyszłyśmy z domu chłopaków i poszłyśmy w przeciwną stronę niż Shay i Nikka.
- Od ilu jesteście z Louisem?- zapytałam.
- Od dziewięciu miesięcy- uśmiechnęła się słodko.
- Oo..to bardzo miły chłopak- zaśmiałam się.
- tak. I świrnięty- zaczęłyśmy się śmiać.
Rozmawiałyśmy długą drogę do domu. El poszła do siebie po kostium, a ja do
siebie.
Wybrałam czarny z pastelowo różowymi 'kleksami'. Wzięłam moje japonki
Converse, a włosy spięłam w luźny kok. Dobrałam do tego jeszcze delikatną,
różową torbę. Zmieściłam w niej krem z filtrem, wodę jabłkową żywiec zdrój,
którą kupowałam jak byłam w Polsce, gumy miętowe do żucia i kilka pisemek z
modą.
Do mojego domu weszła Eleanor. Miała czarny kostium w małe czerwono-różowe
kwiatki, czarne japonki ze złotymi zdobieniami i słomianą, plażową torbę.Włosy
również spięła w luźny kok. Uśmiechnęła się do mnie pokazując na samochód
chłopaków. Wypiłam łyka wody, a ona dziwnie się spojrzała.
- Nie widziałam tej wody w sklepach w Londynie..
- A, no bo to z Polski. :)
- Dobra?
- Moja ulubiona jabłkowa. Chcesz spróbować?
Skinęła głową i wzięła łyka wody.
- Mm...Pyszna- obracała butelką w ręku i z powrotem mi ją oddała.
Wsiadłyśmy do busa chłopaków .
Shay miała pomarańczowy kostium, za to Nikka zielony . Pojechaliśmy
na plażę.
***
Ja i dziewczyny leżałyśmy na ręcznikach. Chłopaki pluskali się w wodzie jak
małe dzieci, no może z wyjątkiem Zayna
- Czemu nie pójdziesz do wody pływać?- zapytałam kiedy usiadł pomiędzy mną
a Nikką.
- Nie umiem- odparł sucho.
- Harry dobrze pływa, cię nauczy.
- Boję się, ok?
- Ej, no Zayn! - krzyknął w oddali Harry - CO ty, baba?!
Sprowokował go specjalnie. Zayn zagroził mu pięścią.
- Idź tam Zayn- poradziła Nikka
- Właśnie, nauczysz się w końcu- dodała Eleanor.
- Ok, pod warunkiem..- powiedział i spojrzał na Dominikę. - Umiesz
pływać? -zapytał jeszcze
- Średnio...
Wziął ją za rękę.
- To ty nauczysz się ze mną.- pobiegli razem do wody.
< Z perspektywy Harry'ego>
- Harry!- krzyknął Zayn wbiegając ostrożnie do wody. Zwróciłem się w jego
stronę - Nauczysz nas pływać?
Zorientowałem się, że pociągnął ze sobą Nikkę.
- Jasne- zaśmiałem się i spojrzałem na piasek dalej od wody.
- Ale poczekajcie minutkę.
Wybiegłem z wody i podszedłem w stronę Shay, Eleanor i Jules. Jules
czytała Vogue'a , Eleanor słuchała muzyki w słuchawkach i czytała książkę, a
Shay słuchała muzyki i piła wodę truskawkową.
Ustałem nad Juls, przez co zmusiłem ją by zdjęła swoje okulary
przeciwsłoneczne.
- CO?- zapytała kiedy uśmiechnąłem się do niej cwaniacko.
< Moimi oczami>
Jeszcze nie zmoczył swoich loków więc jego urok się bardzo zwiększył.
- Harry, co?- ponowiłam pytanie.
Ciekła na mnie woda z jego ramion i torsu.
I znowu ten cwaniacki uśmiech.
- Pójdziesz popływać?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, wziął mnie na ręce i pobiegł ze mną do wody.
- Harry! Zostaw mnie!- krzyczałam śmiejąc się.
- Tak, a no bo co?
- No bo ci zaraz ...
Przycisnął mnie do siebie.
- Co?- powtórzył.
Nasze usta dzieliły milimetry. To dziwnie wyglądało. Stał ze mną w wodzie.
Trzymał mnie na rękach. Byłam do niego przyciśnięta. Gapiliśmy się na siebie
bez słowa.
- Bo cię zaraz kopnę tam gdzie nie powinnam.- wyszeptałam.
- ok, puszczam Cię.- upuścił mnie na głębszą wodę.
Wszyscy się obejrzeli. Zayn i Nikka zaczęli jakoś sobie wzajemnie radzić i
pływać, Niall, Josh, Liam i Lou gapili się na nas, ale potem wrócili do zabawy
jak małe dzieci. Wstałam wściekła i posłałam Harry'emu gniewne spojrzenie.
- O, no nie gniewaj się- zaśmiał się.
- Daj sobie spokój - wysyczałam i kierowałam się powoli w stronę brzegu.
< Oczami Shay>
- Ładny masz kostium - powiedziałam do Eleanor.
- E...dzięki - odparła chłodno.
Louis w oddali nam pomachał.
- Hej, Lou!- krzyknęłam i uśmiechnęłam się promiennie.
Eleanor wbiła pod moją nieuwagę złe spojrzenie w mnie .
Louis to zauważył już z daleka, więc uśmiechnął się do mnie i do El a potem
wrócił do zabawy w wodzie.
- Posłuchaj- wycedziła, na co spojrzałam się na nią - Możesz sobie być taka
słitaśna i wgl milutka dla wszystkich, ale zapomnij o moim chłopaku.
Oburzyłam się i przegryzłam dolną wargę.
- A wiesz ty co, Eleanor? Ja miałam dużo konfliktów z prawem i mogę robić
co mi się podoba.
Teraz to i ona przegryzła wargę.
- Louis będzie na ciebie zły jeśli mi coś zrobisz. Nie wybaczy ci tego.
NIGDY.- odpowiedziała z dumą na moje słowa.
Wbijałyśmy w siebie wściekłe spojrzenia.
- Dobrze - nie mogłam już - Zgoda. Mam z nim nawet nie rozmawiać?-
zapytałam smutna.
- Mhm. Jedynie słowo ' Cześć'.
Posmutniałam bardziej, ale to była jego dziewczyna..
- Ok..
< Z mojej perspektywy>
Przyszłam wściekłą i przemoczona do dziewczyn.
- A ci co się stało?- zapytała Eleanor podając mi ręcznik.
- Powiem tyle, że woda jest l-lodowata..- trzęsłam się z zimna. Eleanor
okryła mnie ręcznikiem , a Shay ogrzewała mnie pocierając dłońmi o moje ramiona
i kolana.
- Ale co się stało?- dopytywała Shay.
- Harry- wysyczałam.
- O, to wszystko jest jasne- zaśmiała się Eleanor.
Zmusiła mnie tym do uśmiechu.
- No a wy robiłyście coś ciekawego?
Shay i El spojrzały się na siebie w stylu ' Nienawidzę cię".
- Nie, takie tam głupoty- odpowiedziała Shay,
Chłopcy wyszli z wody, my zebrałyśmy ręczniki , przebrałyśmy się w normalne
ciuchy w przebieralniach na plaży, tak samo chłopaki. Pojechaliśmy do baru
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















.jpg)
