sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 8

Obudziłam się naga, wtulona w Harry'ego. Promyki porannego słońca oświetlały pomieszczenie. Otworzyłam oczy  i spojrzałam na chłopaka. Był taki słodki kiedy spał, więc oparłam podbródek na jego ramieniu. Nagle przekręcił się tak, że prawie leżał na mnie. Jedynie podpierał się łokciami.
- Chętna?- zapytał z zadziornym uśmiechem.
Wyciągnęłam ręce i oplotłam nimi jego kark.
- Na co?- uśmiechnęłam się.
Przybliżał się do mnie powooli.
- Na to..- wymruczał swoim seksownym głosem, pociągnęłam go błyskawicznie na siebie. Wpiliśmy się w swoje usta i całowaliśmy się bardzo namiętnie.
- Jesteś taka pociągająca- wychrypiał w przerwach.
- Co, chcesz powtórzyć noc?- spojrzałam na niego zadziornie i czując ciepło jego ciała, gorący oddech na mnie, położyłam dłonie na jego biodrach i błądziłam nimi po jego ciele. Pocałował mnie jeszcze raz i popatrzył pożądliwym wzrokiem.
***
- Czekaj , Harry- wyjąkałam więc przestał. Byłam cała czerwona i  potargana.
- Niee, błagam Cię- jęknął. Przeczesał dłonią po swoich równie potarganych włosach.
 - Muszę otworzyć drzwi- zaśmiałam się. Założyłam swój brązowy szlafrok, a Harry swoje czarne bokserki i zerwał się za mną. Objął mnie od tyłu w pasie i lekko kołysząc sprzedawał mi pocałunki w szyję. Zaczęłąm się z niego śmiać, a potem zaczął całować mnie namiętniej z szyi na obojczyk, z obojczyka na szyję, aż wyrwał mi się cichy jęk, a Harry się uśmiechnął.
- Nie sądziłem, że tak ci się to podoba.- szepnął mi do ucha.
- Drzwi - przypomniałam mu.
Westchnął ciężko i wywrócił teatralnie oczami, ale nie wypuszczając mnie z objęć podszedł ze mną do drzwi.
Otworzyłam je, a tam stał wkurzony kierownik motelu. Harry zignorował go i całował mnie dalej. Pociągało mnie to, ale przy kierowniku nie wypadało rzucić się na Hazzę i go całować, co nie?
- O co chodzi?- zapytałam po chwili.
- Obudziliście cały motel!! Jest 7.00 rano, a wczoraj w nocy goście nie mogli spać!!!- awanturował się pan Grey. - Myślicie , że każdy chce słuchać waszych jęków?!
 Harry przeniósł na niego swój wzrok.
- Tak, bo pan niestety nie ma szans na swoje życie seksualne- oznajmił spokojnie patrząc na niego z lekką pogardą.
Zakryłam usta dłonią.
- Słucham?!
Harry miał coś wtrącić, ale byłam szybsza:
- Nie będziemy już.
Nie czekając na odpowiedź, zamknęłam drzwi i odwróciłam się teatralnie do Harry'ego.
- Bezczelu!- zaśmiałam się.
- No co?
- Nie można komuś mówić takich rzeczy.
- Ja mogę - pokazał mi język.
- Dobra, ja się ubieram..- chciałam dokończyć zdanie
- Zwariowałaś?- wtrącił i polazł do łóżka. Poklepał miejsce obok siebie.
- Dobra, na 10 minut?
Skrzywił się.
- 2 godziny?
- Nie, Harry..
- Jest 7.00 rano - jęczał.
- Dobra, pół godziny?
- Niech Ci już będzie.- skrzywił się, ale uśmiechnął kiedy weszłam i przykryłam się kołdrą.
Objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego.
- Jednej rzeczy nie rozumiem..
Spojrzał na mnie pytająco - Jakiej?
- Czemu przytulaliście się z Shay i całowałeś ją w czoło...
- Ona nie chciała spać z Lou, bo ją chciał zgwałcić, a ja ją pocieszałem bo aż dygotała z nerwów.
- Aha..
- A ja też czegoś nie rozumiem.
- Czego?
- Czemu całowałaś się z Louisem?
- Chciał wzbudzić zazdrość w Shay.
- Czekaj, w Shay?
- Tak, dlatego zerwał z Eleanor. Ale ona chyba powoli dochodzi do siebie.
- Właśnie to sobie chciałem z tobą wyjaśnić, tutaj bo w domu  byłoby za dużo hałasu..Ale nie wyjaśniliśmy sobie tego wczoraj, bo...- zarumienił się i udawał, że kaszle - Wiesz..
Ja też się zarumieniłam.
- Wiem.
- Ale..- popatrzył mi głęboko w oczy i przysunął się bardziej do mnie - Było warto zaczekać z tym do rana.
- Ja nawet nie wiedziałam, że to się wydarzy - zmarszczyłam brwi, a on się uroczo zaśmiał.
- Tak? Ja też..Działałem pod wpływem impulsu.
- Powinnam była cię odepchnąć, ale zawsze chciałam żebyś mnie pocałował.
Nie wierzę, że mu się do tego przyznałam...
- Serio? Ja tak samo.
- I teraz ci chyba mogę to powiedzieć..
- No, dawaj.
- K-K...K-kocham Cię..- wyjąkałam. - A ty czujesz to samo czy jestem kolejną dziewczyną, którą zaciągasz do łóżka?
Popatrzył na mnie i ciężko westchnął. W tym momencie coś się pode mną ugięło, oczy zaszły mi łzami.
- A jednak..
Wstałam z łóżka.
- Ej, gdzie idziesz?
- Do łazienki, ubrać się. A potem jak najdalej od ciebie.- głos mi się łamał. Trzasnęłam drzwiami łazienki.
**
- Idziemy?
- Mam iść  tobą? Zwariowałeś? - przegryzł dolną wargę - Będę się czuła lepiej kiedy nie będę musiała już ciebie oglądać.
- Przestań, Jules..
- Daj telefon- powiedziałam chłodno.
- Po co?
- Daj - powtórzyłam. Podał mi komórkę , zadzwoniłam do Louisa.
< Z perspektywy Lou>
Odebrałem telefon. Harry.
- Czego chcesz?- przywitałem się oschle.
- To ja - usłyszałem Jules.
- E..Jules?
- Bateria mi padła w mojej komórce.
- Aa..
- Nie ważne. Możesz przyjechać po mnie i Harry'ego pod motel?
- Tak, zaraz będę.
< Z mojej perspektywy>
- Jedzie już- podałam chłopakowi telefon
Spojrzał na mnie jeszcze raz.
- Nie gap się tak n mnie- wycedziłam
- Gapiłem się na ciebie dogłębnie całą noc i cały ranek, teraz to chyba nie robi różnicy , prawda?
Spojrzałam na niego oschle.
- Zapomnij o moich słowach, zapomnij najlepiej o wczorajszym i dzisiejszym dniu.
Złapał moje łokcie i spojrzał w oczy.
- Nie mogę o tym zapomnieć.
Wyrwałam się od niego.
- Ależ możesz.
Miał coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy pisk opon samochodu. Dostrzegłam głowę Lou wychyloną przez szybę.
- Wsiadaj - popatrzył na mnie z wesołym uśmieszkiem.
Harry odkaszlnął.
- Ja też tu jestem.
- Możesz iść piechotą.- oznajmił mu ze sztucznym uśmiechem. Na tylnym siedzeniu zobaczyłam  kogoś jeszcze. Eleanor , która promiennie się do mnie uśmiechnęła.

- El?!
- Mhm..
- Co ty  tu robisz?- zapytałam pakując się do niej na tylne siedzenia. Harry poszedł na siedzenie obok Louisa.
- Znaczy, że co tu robię z Louisem?-  poprawiła mnie.
Speszyłam się. - Skoro ty tak to ujmujesz.
- Chciałam iść pod ten motel do was, bo wiem jak bardzo jesteś zła na Hazzę i że z nim tam długo nie wytrzymasz..
- Nie myliłaś się- wtrąciłam specjalnie głośno, by Harry usłyszał wyraźnie.
Harry prychnął z pogardą.
- Opowiesz jej coś ciekawego?
Zacisnęłam zęby.
- Lou co tam u ciebie?- zapytałam zamiast dać odpowiedzi.
- No, podwiozłem Eleanor przy okazji, chociaż się upierała jak osioł.- spojrzał w lusterko, a El zmarszczyła brwi, on to widział więc ona zwróciła się do mnie.
- Wsadził mnie do auta.
Zaśmiałam się. Ona jednak była poważna.
- Dosłownie.
Wychyliłam się do przodu.
- Loui! - zaczęłam się śmiać.
- No co? Nie mogłem pozwolić, by szła długą drogę piechotą widząc to.
- Tak się zachowuje...- spojrzałam celowo na Hazzę.  - Prawdziwy facet.
Mierzyliśmy się wściekłymi spojrzeniami, a Eleanor patrzyła na nas zaniepokojona. Lou też zerkał.
*
Dojechaliśmy do domu. El i ja miałyśmy do siebie bardzo blisko. Stałyśmy pod twoim domem.
- Co zaszło między tobą a Styles'em?
Spuściłam wzrok. Zasłoniła na moment usta ręką i wytrzeszczyła oczy.
- Nie wierzę!- mówiła przez lekki śmiech.  - Spaliście ze sobą?
- Chwila słabości - odparłam . Opowiedziałam jej za co się pokłóciliśmy.
- A to cham...ale cóż powodzenia ci życzę. Muszę spadać do Peppera , lecę z nim do weterynarza .- przytuliła mnie na pożegnanie i przeszła na drugą stronę ulicy.
- A co mu jest? - krzyknęłam.
Uśmiechnęła się.
- Biegunka - odkrzyknęła.
Zaśmiałam się i weszłam do domu.
Tam czekała na mnie..Shay. Rzuciłam torbę na kanapę i zamknęłam drzwi.
- A jak ty się tu dostałaś? Drzwi były zamknięte.
- Ale okna nie.
Wzięłam ze stołu notatnik i długopis i zaczęłam zapisywać.
- Co robisz?
- Piszę..- podniosłam ton - Żeby zamykać okna na przyszłość, na wypadek gdybyś się włamała do  mojego domu!
- Ja chcę cię bardzo przeprosić. Bardzo, bardzo, bardzo.
Odwróciłam wzrok.
- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką.
- Tak, to czemu dowiaduję się o zajściu w barze ostatnia?
- Bo nie wiedziałam jak zareagujesz.
- Pocieszyłabym Cię.
- Nie...- przeciągnęła - Pamiętasz Lenny'ego?
- Jetkinsa ?
- Mhm.
- Tak, byłaś z  nim rok temu. I co?
- I jak ci powiedziałam, że zdradził mnie z Betty Dean to poszłaś , zrobiłaś mu awanturę i walnęłaś z liścia w twarz.- wypomniała.
Spojrzałam w sufit jak na retrospekcji.  Zatrzęsłam się jakby przeszły po mnie dreszcze.
- Uu..pamiętam.
- I bałam się, że tak zrobisz Louisowi , a on ma zbyt ładną buźkę by ją kaleczyć.
- Nie zrobiłabym tego Louisowi, a poza tym...KOCHASZ SIĘ W NIM?!!
- Nieeee - uniosła ręce w geście obronnym - Niee.
Podniosłam brew.
- Wcale kur*a
- No wcale.
- Czyli co, zgoda?- zapytała.
Rozłożyłam ręce.
- Chodź do mnie.
Podbiegła i mnie przytuliła.
- A właśnie chłopcy mówią , że dzisiaj o 21.00 zaczyna się uroczysty bal, kogoś tam. Nie mówili kogo. I zaprosili nas.- oznajmiła.
- To zaraz trzeba powyciągać z szafy jakieś sukienki.
- U kogo zaczynamy?
- Przynieś wszystkie swoje sukienki i chodź do mnie. Wybierzemy ci najlepszą :)
- I tobie też.
- Właśnie, to leć.
- No idę, idę.
Shay wybiegła z mojego domu po swoje sukienki.
--------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz